Wczoraj ciągnął mnie wir świątecznych porządków. Mój dom nie jest szczególnie duży, ale i tak jego ogarnięcie okazało się sporym wysiłkiem. Samo mycie okien i balkonu po zimie było czasochłonne. Wieczorem byłam tak zmęczona, że bardzo długo nie mogłam zasnąć... Za to po drugiej stronie łącza było wybitnie sennie... Śmieszne, jak organizm reaguje, zamiast się regenerować to trwa w jakimś dziwacznym zawieszeniu. Może dlatego jestem dziś ciut rozdrażniona... Po wczorajszym szale mam zakwasy dosłownie wszędzie. Czuję, że żyję. Kawa na balkonie, zanim ruszę po Wielkanocne zakupy, to chyba najlepszy pomysł jaki wpadł mi do głowy...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz