niedziela, 25 kwietnia 2010

Zwyczajnie, dobrze mi...

Miałam już dziś nie włączać komputera... ale mnie naszło, naszło mnie tak, że piszę...

Różne mi myśli chodziły po głowie ostatnimi czasy, mniej lub bardziej przyjemne. Wielokrotnie upominałam się, nie myśl tyle, nie kombinuj, nie doszukuj się, bo sama sobie stryczek kręcisz...

Ale nie o tym rozkminianiu miało być, z tym, że u mnie dygresja goni dygresję, a czasem wyprzedza temat, do sedna więc.

Już dobrze, dobrze już. Leżę sobie z książką w łóżku, w mojej ulubionej letniej pościeli, jasnej, satynowej... otulam się kołdrą, bo ciut mi chłodno... A kołdra pachnie Nim. Tak łanie, lekko, po prostu Jego obecnością. Przytulam się do tego zapachu i wiem, że chcę by zawsze mi tak pachniała sypialnia, Nami...
Potrzebowałam takiego normalnego, przyjemnego weekendu, wyjścia, powrotu, rozmów, siedzenia do rana. Słowa, gdzieś czmychają wszystkie lęki, wszystko jest jasne... Obecność, bezpieczeństwo, które daje dotyk. Wino, też tuli smakiem, jak truskawkowy tytoń. No i telepatyczne parówki zapiekane z serem o trzeciej nad ranem. Poezja. I spokojny, dobry sen, a nad ranem bijące z Niego ciepło, takie, co przyciąga mnie z powrotem do łóżka. Jak mi trzeba było - właśnie tego. I tej kawy na popołudniowe dzień dobry. Oj tak, tak mi dobrze...

Feromony - magia.

Zawijam się w nie i zmykam do mojego świata cieszyć się cichutko. Dobranoc...

Brak komentarzy: