Pies ma pana, pan ma psa. Przyjaciela, strażnika, opiekuna.
Kot ma człowieka, człowiek ma kota. Towarzysza, powiernika, terapeutę.
Człowiek ma zwierzę bo nie chce być sam.
Chce mieć coś, kogoś, co będzie go akceptowało takim jaki jest, co będzie czekało z utęsknieniem, co będzie się cieszyło z jego obecności, będzie mniej lub bardziej samodzielne, towarzyskie, uczuciowe. Chce mieć coś żywego, coś do kochania.
Mam mojego pieska, kotka, myszoskoczka, rybkę, moje zwierzątko, ja jestem jego panem, ono moim pupilem.
Człowiek i zwierzę.
A podobno człowiek to też zwierzę?
Tylko jakoś tak dziwnie człowiek człowiekowi "wilkiem", a nie opiekunem, towarzyszem, powiernikiem. Absolutnie nie chce być czyjś i ewentualnie, wspaniałomyślnie nie chce mieć nikogo. I cierpi potem taki głupi homo sapiens na samotność. O ile to jest rozumny sapiens. A jak nie rozumny, to się kiedyś zderzy z samotnością, łeb sobie o nią rozwali i nawet nie rozumiejąc będzie płakał, pomstował i urągał. Kwestia czasu.
Jak Boga kocham, (Halo, czy Bóg mnie słyszy???)... w następnym wcieleniu chcę być czyimś ukochanym domowym zwierzakiem. Nie bezpańskim, nie niczyim, tylko takim wymarzonym i świadomie wybranym, chcę mieć swojego człowieka i być z nim szczęśliwa od czubka nosa po koniec ogona!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz