wtorek, 27 kwietnia 2010

Równi i Równiejsi - rzecz o parkowaniu

Wczoraj postanowiłam spełnić swój obywatelski obowiązek i oddać krajowi, co mu się ponoć należy z mojej krwawicy… Choć jak się zastanowię, to mi się potem z tej narodowej krwawicy wypłaca wynagrodzenie, więc generalizując to ja sama sobie płacę w pewnym sensie? W każdym razie zaraz po pracy, z papierami w teczce udałam się w stronę urzędu podatkowego. Najprościej i najszybciej będzie tramwajem. Akurat tramwaj na mnie czekał, wsiadłam, usiadłam, o jak miło, jadę. Nie ujechałam za daleko, a tu mi tramwaj skręca gdzie nie powinien. No tak, remont torów. Zapomniałam, bo akurat rzadko tędy jeżdżę. Trudno. Tramwaj jednak zastygł wpół skrętu i stoi… Na Placu Zbawiciela… Otwiera drzwi i wypuszcza pasażerów. Lekkie zamieszanie, o co chodzi? Ano o wręcz monumentalną głupotę ludzką. Otóż jakiś człeczyna obdarzony iście ułańską fantazją i ciężkim portfelem zaparkował sobie, piękne, lśniące głęboką czernią i chromowanymi dodatkami Porsche Cayenne, niemal na torach tramwajowych… Naród solidarny z maszynistą obszedł samochodzik, tu go szturchnął, tam kopnął, pomoc techniczna była już na miejscu… Nie uczestniczyłam w tym publicznym akcie wandalizmu, podreptałam dalej załatwiać swoje sprawy, choć ciekawa jestem ile będzie kosztowała kierowcę ta fantazja. Mam nadzieję, że tyle, by czegoś go nauczyć.

Brak komentarzy: