czwartek, 15 kwietnia 2010

Wena

Ostatnio na moim blogu zapadła cisza. Okazało się, że w moim przypadku wena literacka jest odwrotnie proporcjonalna do weny plastycznej.
Kiedyś, w nie za wesołym momencie mojego życia, moja Mama rzuciła w rozmowie „jeszcze nie jest z Tobą tak źle, nie zaczęłaś malować”.
Fakt, maluję zazwyczaj przy skrajnych emocjach, albo jak jestem bardzo szczęśliwa, albo bardzo nieszczęśliwa. Wówczas tworzę wręcz masowo, wyrzucam z siebie obrazy… Potem zazwyczaj idą w świat. No i oczywiście zawsze coś zmaluję jak siedzę przed pustą kartką, choćby w trakcie zajęć. Na studiach nosiłam w torbie szkicownik zamiast notatnika. Ewidentnie powinnam była się uprzeć i wybrać bardziej artystyczny kierunek… A tak tworzę jedynie słowa, protokoły, pisma, interpretacje. W zasadzie odtwarzam, nie tworzę. Chyba zaczyna mnie to męczyć.
Cóż, teraz jakoś nie mogę pisać. Za to w moim kalendarzu zamieszkały anioły… Może któryś sfrunie do sieci, zobaczymy…

Brak komentarzy: