Wieczór. Tłukę się po domu i nie mogę sobie znaleźć miejsca. Nie tak, nie tak, nie tak to, cholera, miało wyglądać. Chce mi się płakać. Ale jestem zbyt wściekła. Jestem zła na totalną bezsilność, mam ochotę wykrzyczeć samemu bogu w twarz, że mógłby już sobie odpuścić, bo to nikogo nie bawi. Nie dość On już oberwał od życia? Nie dość ja dostałam po tyłku? Co by szkodziło dać dobremu człowiekowi jeszcze kilka lat? Skąd wiem, że dobremu? Bo wiem jaki jest jego syn? Bo raz, jeden raz spojrzałam mu w oczy i zobaczyłam w nich tyle serca, radości i pełnej aprobaty, że z miejsca poczułam to samo. Cieszę się, że choć tyle było mi dane. Okropnie żałuję, że nie będzie tego więcej. Nie w ludzkiej mocy jest odkręcić to wszystko, chyba tylko w boskiej, zatem wściekam się na tą boskość. Siedzę, piszę, teraz to już łzy mi kapią na klawisze, a ja dalej nie umiem się z tym pogodzić. Nie rozumiem zupełnie dlaczego... A to tylko ja, co musi czuć On, Jego Bliscy... Jest mi tak okrutnie źle.Policzki mnie pieką od słonych łez. Bo nie tak to miało być.
Wiem, że powinnam się uspokoić. Cały dzień spędziłam u rodziców i próbowałam, naprawdę próbowałam.Oni wiedzieli, że się staram, ale za dobrze mnie znają. Chyba lepiej niż ja sama. No i ciśnieniomierza też nie oszukałam, choć akurat ciśnienie miałam dobre, to tętno cały dzień nie spadło mi poniżej setki. Niby byłam, rozmawiałam, jadłam, piłam, byłam z rodziną. Ale moje serce rwało się cały dzień do Niego. Cały dzień pada deszcz, z nieba też spadły wodospady łez...
Nie mam pojęcia, co bym mogła zrobić. Przytulić? Powiedzieć, że przecież właśnie dziś świętujemy Zmartwychwstanie? Że dusza ludzka nie umiera? Ja w to wierzę. Wierzę w życie pozagrobowe, w życie wieczne. Wiem, że tym, co umarli dla naszego świata jest lepiej. Tylko my zostajemy tu nieutuleni w żalu po ich odejściu. I tęsknimy.
Do R...
Nie umiem do końca wyrazić tego co czuję. Ale nie o moje uczucia dziś chodzi. Tak bardzo chciałabym móc Cię pocieszyć, jakkolwiek... Nie mam pojęcia, czy byś na to pozwolił...
Kocham, a kochać, to nie tylko śmiać się i dobrze bawić razem. To brać człowieka takim jaki jest. Być z nim, niezależnie od tego co się dzieje, niezależnie od tego co szykuje życie. Kochać to razem przeżywać dobre i złe chwile. Razem płakać, razem cierpieć, razem iść dalej mimo wszystko. Tak jest lżej, łatwiej, nie jesteś sam. Jest ktoś, kto ufa, wierzy, kocha, czeka.
Nie umiem zabrać bólu, który jest wewnątrz, gdybym umiała, zabrałabym cały.
Nie umiem wypowiedzieć żadnych uśmierzających słów, gdybym je znała, szperałabym je bez przerwy, aż ukoiły by żal...
Nawet być teraz przy Tobie, tak naprawdę, fizycznie, nie mogę, choć bardzo bym chciała chronić Cię przed samotnością, otoczyć skrzydłami jak tarczą.
Nie jesteś w tym bólu sam, poza Twoim bliskim światem, jestem, czekam, trwam, czuję to co Ty... I choć wiem, że coś się zmieniło, bezpowrotnie, to mogę Ci jeszcze dać odrobinę szczęścia... Zasługujesz na nie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz