Znasz ten moment kiedy masz coś zgrane, ułożone, rozplanowane i nagle trach, posypało się? Bywa, że taki niespodziewany obrót wydarzeń komplikuje życie, a bywa, że w paradoksalny sposób wszystkie kawałki układanki wpadają na swoje miejsce. Szok, szok, że to tak wygląda, bo ja bym na to sama nie wpadła.
Ostatnio moje planowanie powoduje więcej chaosu niż radosna improwizacja, machnęłam więc ręką na zdroworozsądkowe podejście i staram się złapać wiatr w żagle. Złapać i wyciągnąć na tym halsie maksymalną odległość. Rzecz w tym, że mi przyszkwaliło i zabawa już nie jest niewinna.
Sporo się podziało w bardzo krótkim czasie i nie dość, że nie mam pojęcia jak to wszystko się potoczy, to mam wrażenie, że chyba to nie koniec zmian. Manewruję zatem po tych nowych wodach i mam wielką nadzieję, że nie rzuci mnie na skały.
Wracając jednak na suchy ląd i pozostawiając za sobą marynistyczne odnośniki ciekawa jestem jak mi te zmiany personalne zadziałają.
Panna De. zwija się właśnie i przenosi na swoje, mimo całego szumu jaki wprowadziła w mój dom, to jednak gdzieś tam w środku czuję, że jakiś etap w moim życiu się kończy. Kolejny krok w dorosłość, chwiejny, ale świadomy.
Z kolei na damsko męskim horyzoncie zjawił mi się niespodziewanie R. Jako, że poprosił o sprostowanie pewnego listopadowego wpisu śpieszę poinformować wszem i wobec, że niektóre modele drani są podobno reformowalne. Pożyjemy zobaczymy.
Tymczasem cieszę się że 2010 rok dostarczył mi już tylu rozkosznych niespodzianek.
Ostatnio moje planowanie powoduje więcej chaosu niż radosna improwizacja, machnęłam więc ręką na zdroworozsądkowe podejście i staram się złapać wiatr w żagle. Złapać i wyciągnąć na tym halsie maksymalną odległość. Rzecz w tym, że mi przyszkwaliło i zabawa już nie jest niewinna.
Sporo się podziało w bardzo krótkim czasie i nie dość, że nie mam pojęcia jak to wszystko się potoczy, to mam wrażenie, że chyba to nie koniec zmian. Manewruję zatem po tych nowych wodach i mam wielką nadzieję, że nie rzuci mnie na skały.
Wracając jednak na suchy ląd i pozostawiając za sobą marynistyczne odnośniki ciekawa jestem jak mi te zmiany personalne zadziałają.
Panna De. zwija się właśnie i przenosi na swoje, mimo całego szumu jaki wprowadziła w mój dom, to jednak gdzieś tam w środku czuję, że jakiś etap w moim życiu się kończy. Kolejny krok w dorosłość, chwiejny, ale świadomy.
Z kolei na damsko męskim horyzoncie zjawił mi się niespodziewanie R. Jako, że poprosił o sprostowanie pewnego listopadowego wpisu śpieszę poinformować wszem i wobec, że niektóre modele drani są podobno reformowalne. Pożyjemy zobaczymy.
Tymczasem cieszę się że 2010 rok dostarczył mi już tylu rozkosznych niespodzianek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz