Zaczynam nowy rozdział życia i z niemałym zdumieniem obserwuję jak sprzeczne emocje wywołuje u mnie ta zmiana.
Z jednej strony podjęłam ryzyko, okazałam zaufanie, otworzyłam się na nową relację, pragnę tego całą sobą i cieszę się każdym drobiazgiem od nowa. Czekam, tęsknię, śmiem mieć nadzieję i chyba zaczynam łapać się na snuciu jakiś maleńkich, jak najbardziej realnych marzeń… Jednak cały czas jestem w pełni świadoma tego co robię. Chyba aż za bardzo świadoma. Z każdym krokiem naprzód muszę pokonywać jakąś niewidzialną barierę, jakiś dziwny wewnętrzny opór, jakbym robiła coś wbrew sobie. A przecież tak nie jest. Czuję aż nadto silnie,że właśnie tego chcę. Pokutuje tu jednak niejedno bolesne doświadczenie… Trwam w gotowości do obrony, o ile nie do ataku wręcz, bo wiem, że jestem całkiem odsłonięta, jeden cios i koniec, nawet precyzja nie jest tu potrzebna. Może mnie złamać jedno słowo. I po co to wszystko, z jakiego powodu? On mi go przecież nie daje? Teraz sama siebie okłamuję, że powodu nie ma, a jest, tylko ciężko się przyznać, że sama go sobie stwarzam. Boję się. Że mimo zapewnień jakie już padły wszystko się rozwieje, że skończy się zanim się zacznie, że ktoś zadrwi z moich uczuć. Dużo energii poświęcam zwalczaniu tego lęku, a może trzeba mu dać się wypalić. Straszny dzikus ze mnie wylazł. Zupełnie odzwyczaiłam się od życia w związku. Sama byłam dla siebie sterem i okrętem przez niemal dwa lata, to nie mało. Ciekawe jak dużo czasu zajmie mi powrót do trybu „We Dwoje”. O ile będzie jakieś "We Dwoje". Chciałabym, to na pewno... Życz mi szczęścia, przyda mi się w każdej ilości.
Z jednej strony podjęłam ryzyko, okazałam zaufanie, otworzyłam się na nową relację, pragnę tego całą sobą i cieszę się każdym drobiazgiem od nowa. Czekam, tęsknię, śmiem mieć nadzieję i chyba zaczynam łapać się na snuciu jakiś maleńkich, jak najbardziej realnych marzeń… Jednak cały czas jestem w pełni świadoma tego co robię. Chyba aż za bardzo świadoma. Z każdym krokiem naprzód muszę pokonywać jakąś niewidzialną barierę, jakiś dziwny wewnętrzny opór, jakbym robiła coś wbrew sobie. A przecież tak nie jest. Czuję aż nadto silnie,że właśnie tego chcę. Pokutuje tu jednak niejedno bolesne doświadczenie… Trwam w gotowości do obrony, o ile nie do ataku wręcz, bo wiem, że jestem całkiem odsłonięta, jeden cios i koniec, nawet precyzja nie jest tu potrzebna. Może mnie złamać jedno słowo. I po co to wszystko, z jakiego powodu? On mi go przecież nie daje? Teraz sama siebie okłamuję, że powodu nie ma, a jest, tylko ciężko się przyznać, że sama go sobie stwarzam. Boję się. Że mimo zapewnień jakie już padły wszystko się rozwieje, że skończy się zanim się zacznie, że ktoś zadrwi z moich uczuć. Dużo energii poświęcam zwalczaniu tego lęku, a może trzeba mu dać się wypalić. Straszny dzikus ze mnie wylazł. Zupełnie odzwyczaiłam się od życia w związku. Sama byłam dla siebie sterem i okrętem przez niemal dwa lata, to nie mało. Ciekawe jak dużo czasu zajmie mi powrót do trybu „We Dwoje”. O ile będzie jakieś "We Dwoje". Chciałabym, to na pewno... Życz mi szczęścia, przyda mi się w każdej ilości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz