środa, 20 stycznia 2010

Mobbing

Zastanawiam się właśnie, czy przypadkiem nie padłam ofiarą mobbingu. Według definicji znanej encyklopedii internetowej „Mobbing zazwyczaj ma na celu lub skutkuje: poniżeniem, ośmieszeniem, zaniżeniem samooceny lub wyeliminowaniem albo odizolowaniem pracownika od współpracowników.”
Jak się zaczęłam nad tą definicją zastanawiać to doszłam do wniosku, że wychodzi na to, że tak… Ewidentnie odczuwam jego działania. Sytuacja bowiem przedstawia się następująco. Cieszę się z dobrej atmosfery w pracy, ale nie zawsze jestem w stanie unikać zgrzytów. Zwłaszcza w środowisku pokojowym, że tak to ujmę, gdzie siedzimy we cztery. Niestety nie mam żadnego wspływu na to kto siedzi naprzeciwko. A siedzi uwieczniony nie tak dawno temu Glamur. Dzielnie znoszę glamaenie, oraz kilkanaście rozmów telefonicznych dziennie z partnerem Glamurzycy. Rzeczony partner ewakuował się ostatnimi dniami do sanatorium, ale żadna odległość nie jest w stanie powstrzymać Glamura przed pełnym kontrolowaniem swego ślubnego, o którym z lubością mówi „mój ukochany mąż”. Mówi tak wiele częściej odkąd jestem rozwódką... Jakoś mi to jednak wisi. Gorzej, że mimo woli wiem o każdym ruchu jej obiektu zainteresowań, a mogłabym, jak sądzę, mimo wszystko, przeżyć bez informacji co on jadł na śniadanie i obiad, czy ma kalesony, czy ma katar, jakie miał zabiegi, na co, ile i z jakim efektem. Buzia Glamura się nie zamyka, ani jak je, ani jak pije, ani na chwilę, gadagadagadagada… No i kwestia diety, ulubiony temat. Ja generalnie dbam o siebie są tego efekty, czego Glamur nie może przetrawić. A myślałam, że trawi wszystko. Do tego stopnia Glamura żółć zalewa, że skomentuje każdą nawet śladową ilość słodyczy z jaką mnie zobaczy. I tak z wielką radością dopatrzyła się dziś, że po zjedzeniu mandarynki chrupałam batonik. Zaraz na cały pokój rozległ się pisk „Pani Joasiu!!! Co to?! Czekolada?! W ramach diety?! No jak to?!”… Nie, nie w ramach diety, bo ja proszę pani na diecie nie jestem. Efek był jednak taki, że mi ten smakołyk w gardle stanął, bo tak mi go ktoś zazdrości. Grrr… I tak kilka razy w tygodniu, czego bym nie jadła. „Pani Joasiu!!! Pomidor?!? Jesteśmy na diecie?!?“. Nie lubimy warzywa i potrzebujemy potasu! Doszło do tego, że naprawdę wolę nie jeść, albo iść do zakładowej stołówki i zjeść w miłym towarzystwie kolegów z innego biura, bądź delektować się posiłkiem w samotności.
Jest chęć zaniżenia samooceny? Jest. Jest chęć odizolowania od współpracowników? Jest. Jest nękanie psychiczne i narzucanie swojej osoby? Jest. Czy to już jest mobbing?!? Jest. Żebym ja się tym jeszcze przejęła należycie, to by tragedia była. Ale nie ma. Bo ja po ośmiu godzinach wychodzę i żyję moim życiem, a Glamur jak glamał tak glamie… Pewnie w cywilizowanym świecie można by coś z tym zrobić, ale w naszej uroczej rzeczywistości można sobie tylko potężnie zaszkodzić. Tyle mojego, że mam świadomość jak ten mechanizm działa.

Brak komentarzy: