czwartek, 7 stycznia 2010

Jasność widzę

Choć Święta mamy już za sobą, nie da się nie zauważyć, że u niektórych trwają w najlepsze. I nie mówię tu o wiecznym bigosie, jak niektórzy mogą przypuszczać.
Za moim oknem wciąż migoczą kolorowe lampki. Jest ich całkiem sporo, co nawet mnie dziwi. Wieczorem wyglądają uroczo, zwłaszcza w śnieżnej scenerii. Miło mi tak zerknąć na nie, choć powoli mnie męczą. Okna mojej sypialni wychodzą na kilka świetliście udekorowanych balkonów. Sąsiedzi muszą naprawdę kochać Gwiazdkę, skoro po białego rana palą te światełka. Może nawet 24 h? Jakoś do tej pory byłam zbyt zaspana by to po przebudzeniu sprawdzić. Teraz jednak się upewnię. Problem w tym, że ja lubię spać po ciemku. Zwykła niby rzecz. Niestety przez świąteczny nastrój sąsiadów nie za bardzo się da. Całe szczęście mam roletę i która nieco tłumi wielobarwne rozbłyski. Tęsknię jednak za kojącą zmysły, smoliście ciemną czernią nocy. Już takie ze mnie mroczne stworzenie.

Brak komentarzy: