poniedziałek, 11 stycznia 2010

Zimowa Gwiazdka z Nieba...

Takie to proste. Takie zwyczajne, ciche, delikatne… że łatwo można to zgubić w zgiełku codzienności. Tak wielki skarb, jak to zwykle bywa, jest w istocie tuż obok, można go zamknąć w dłoni… Lub raczej w sercu. I gdy ten mały klejnocik trafi do naszego skarbca przyćmiewa wszelkie inne trofea.
Szczęście.
Zimowe popołudnie, za oknem sypie śnieg, świat tonie w chłodnej bieli i cichnie. Obok ktoś, kto jest tutaj, w tym miejscu, w tej chwili, wyłącznie dla mnie, a ja dla niego. Wiem o tym. I delektuję się euforią, jaką czuję w sobie. Nie ma większego szczęścia niż dzielenie swojego życia z drugim człowiekiem, w sposób, który obydwojgu sprawia tyle samo radości.
Był taki mroczny czas, który spopielił samotnością moją duszę, przesłonił oczy mgłą tęsknoty i zmroził serce głodne uczuć… Błądziłam nie umiejąc znaleźć ani okruszyny radości… Aż do czasu gdy mój anioł otworzył mi oczy i pokazał jak radzić sobie z cieniem. Nie tylko pokazał, ale udowodnił, że się da. Udowodniła. Za to Ci jestem wdzięczna Erri. Obudziłaś mnie z tego koszmaru. Teraz czuję, widzę, doświadczam mocniej niż kiedyś. I smakuję życie w każdej, najdrobniejszej chwili. Zwłaszcza codziennej, niezwykle normalnej, magicznej, bo wspólnej. Z...

Brak komentarzy: