Mówi się, że każdy z nas wnosi w związek część tego co wyniósł z domu, czego nauczył się od własnych rodziców, czy świadomie, czy nie. W końcu to od naszych rodziców przejmujemy obraz związku i rodziny, to jaką oni tworzą parę, jak się do siebie odnoszą, jaki tworzą dom, atmosferę przekłada się na to jak dziecko widzi te sprawy. Dziecko chłonie bezkrytycznie to co je otacza. Przyjmuje za naturalne i właściwe. Dopiero potem wyrabiamy sobie własne zdanie, zaczynamy porównywać, oceniać, krytykować lub chwalić naszą rodzinę. Wzorce. Wzorce jakie wbijają się nam w pamięć w tych najwcześniejszych latach są tak naprawdę obecne w nas samych całe życie. Jakbyśmy się nie starali to jednak do pewnego stopnia je powielamy. Cudownie jeśli są to pozytywne, budujące cechy. Moje dzieciństwo wspominam bardzo dobrze, wiem, że byłam szczęśliwym i kochanym dzieckiem, miałam i wciąż fajną rodzinę, choć teraz los rzuca nas w różne strony i wystawia na próbę nasze więzi, to wierzę, że przetrwamy...
No i ja sama też mam przed sobą misję tworzenia rodziny. Coraz częściej myślę jakie wartości warto zaszczepić w moim synu, co w pierwszej kolejności my przekazać... Poza uczuciami i wartościami zastanawiam się też jak żyć, by dawać mu przykład godny naśladowania. Ostatnio zaczęłam wspominać moje własne dzieciństwo i odnosić je do tego jaka jestem i co teraz, jako przyszła mama robię. Całą ciążę byłam aktywna, więc mam nadzieję, że uda mi się też być aktywną mamą. Mam zresztą dobry przykład we własnej rodzicielce, w końcu mój brat pierwsze kroki postawił zdaje się w Karkonoszach... Moi rodzice całymi latami uprawiali górską turystykę, ze względu na nas na pewien czas przenieśli się na nizinne trasy, ale dzieci nie osłabiły ich entuzjazmu do wyjazdów w mniej i bardziej licznym gronie. Zatem zamierzam kontynuować tą tradycję. Pamiętam, że jeździliśmy nie tylko na rodzinne wycieczki, często towarzyszyli nam znajomi rodziców, najpierw bezdzietni, z czasem z własnymi pociechami. Jako brzdące być może byliśmy dodatkowym ciężarem, ale dawaliśmy też towarzystwu całą masę radości. Wiele historii i anegdotek z tego okresu bawi nas do dnia dzisiejszego. Cieszę się, że moi rodzice nie zrezygnowali z aktywnego życia po naszym pojawieniu się na świecie. Owszem musieli zrezygnować z wielu marzeń, z wielu pasji, z niektórych tylko na jakiś czas, z innych niestety na zawsze... I tak mój tata nie poszedł na kurs szybowcowy, a mama na długie lata odłożyła naukę jazdy na nartach... Ale był czas, gdy tata latał jako radiooperator, a mama szusuje teraz po najtrudniejszych trasach. Myślę, że pokazali nam, że rodzina wcale nie oznacza zniewolenia, że razem można zrealizować wiele pięknych marzeń i cieszyć się nimi wspólnie.
Mam nadzieję, że my także stworzymy taką ciepłą i budującą atmosferę w naszej rodzince. Że przekażemy dobre do naśladowania wzorce.
No i ja sama też mam przed sobą misję tworzenia rodziny. Coraz częściej myślę jakie wartości warto zaszczepić w moim synu, co w pierwszej kolejności my przekazać... Poza uczuciami i wartościami zastanawiam się też jak żyć, by dawać mu przykład godny naśladowania. Ostatnio zaczęłam wspominać moje własne dzieciństwo i odnosić je do tego jaka jestem i co teraz, jako przyszła mama robię. Całą ciążę byłam aktywna, więc mam nadzieję, że uda mi się też być aktywną mamą. Mam zresztą dobry przykład we własnej rodzicielce, w końcu mój brat pierwsze kroki postawił zdaje się w Karkonoszach... Moi rodzice całymi latami uprawiali górską turystykę, ze względu na nas na pewien czas przenieśli się na nizinne trasy, ale dzieci nie osłabiły ich entuzjazmu do wyjazdów w mniej i bardziej licznym gronie. Zatem zamierzam kontynuować tą tradycję. Pamiętam, że jeździliśmy nie tylko na rodzinne wycieczki, często towarzyszyli nam znajomi rodziców, najpierw bezdzietni, z czasem z własnymi pociechami. Jako brzdące być może byliśmy dodatkowym ciężarem, ale dawaliśmy też towarzystwu całą masę radości. Wiele historii i anegdotek z tego okresu bawi nas do dnia dzisiejszego. Cieszę się, że moi rodzice nie zrezygnowali z aktywnego życia po naszym pojawieniu się na świecie. Owszem musieli zrezygnować z wielu marzeń, z wielu pasji, z niektórych tylko na jakiś czas, z innych niestety na zawsze... I tak mój tata nie poszedł na kurs szybowcowy, a mama na długie lata odłożyła naukę jazdy na nartach... Ale był czas, gdy tata latał jako radiooperator, a mama szusuje teraz po najtrudniejszych trasach. Myślę, że pokazali nam, że rodzina wcale nie oznacza zniewolenia, że razem można zrealizować wiele pięknych marzeń i cieszyć się nimi wspólnie.
Mam nadzieję, że my także stworzymy taką ciepłą i budującą atmosferę w naszej rodzince. Że przekażemy dobre do naśladowania wzorce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz