niedziela, 23 września 2012

parę kilo szczęścia

Żyjemy w społeczeństwie, w którym bardzo liczy się powierzchowność. Większość ludzi z jakimi mamy do czynienia ocenia nas na podstawie wyglądu, taka jest prawda. Nie interesuje ich nasze bogate wnętrze, historia, charakter, czy powody dla których prezentujemy się tak a nie inaczej, liczy się efekt końcowy, to co widać na pierwszy rzut gołym okiem. Mało to fajne, ale taka jest prawda.
Współczesne media wciąż kreują wizerunek nadludzi - idealnie pięknych, zadbanych i uśmiechniętych niezależnie od okoliczności. I na nic nam wiedza, że nad tym ideałem pracuje sztab fachowców, który czuwa nad każdym drobiazgiem stylizacji. Presja jest ogromna.
Piszę o tym, bo co tu kryć ciąża zmienia zupełnie wygląd kobiety. Mam to szczęście, że stan mojej skóry jest całkiem dobry, objawy atopii ładnie się cofnęły i miałam tylko kilka delikatnych rumieni, które zwalczyłam hydrocortisonem. W upały trochę męczyły mnie drobne wypryski, ale przy burzy hormonów jaka szleje w moim organizmie to nic takiego. W 2 ostatnich miesiącach niestety zaczęło mi siadać krążenie kończyn dolnych i opuchlizna stałą się czymś z czym muszę żyć na co dzień. Leki i odpoczynek przynoszą dużą poprawę, ale do stanu zadowalającego jest daleko... No i mam raptem całe 3 pary butów w których mogę chodzić... co przy moim zamiłowaniu do zgrabnych i efektownych obcasów stanowi pewien emocjonalny dyskomfort. Ciążowe ciuchy też już mi się nudzą i patrząc na mój, owszem piękny, ale jednak niezwykle duży brzuszek zastanawiam się kiedy będę mogła włożyć ubrania sprzed ciąży. Albo zobaczyć moje stopy... Nie przybrałam na wadze jakiejś masakrycznej ilości kilogramów, wszystko mieści się w normie, niemniej w życiu nie przypuszczałam, że mogę osiągnąć taką masę. Działa to znów głównie na moją psychikę. Czuję się zdecydowanie za duża. Podkopuje wiarę w siebie i zniechęca mnie do dbania o siebie. Walczę z tym zawzięcie, ale świadomość, że muszę się przełamywać żeby zrobić sobie ładny manicure jest dla mnie jednocześnie obca i dziwna i przykra? Dziwna mieszanka uczuć. Niby wiem, że to hormony, ale są chwile gdy walczę, lub i nie walczę z wybuchem łez. Niezwykle ważne jest w takim momencie wsparcie partnera... Choć i tak nie mówię mu nawet o połowie moich smutków, bo nie chcę marudzić bez końca... Ciężko mi zaakceptować moją wagę. Całe szczęście w ciąży bardzo wzmocniły mi się włosy i paznokcie. Cieszę się zwłaszcza z błyszczących, gęstych i znacznie bardziej kręconych włosów. Szkoda, że to stan przejściowy i po porodzie i połogu nastąpi znaczne jego pogorszenie. A przynajmniej tak mówią wszystkie źródła.
Tak to właśnie wygląda moje zmaganie ze stereotypami jakie chcąc nie chcąc żyją w nas i wokół nas. Zwykłym powierzchownym i płytkim kryterium jakim jest wygląd. Lubię czuć sie dobrze we własnej skórze. Ale tera znie jestem w niej sama i ze względu na to muszę przetrzymać jeszcze wiele miesięcy zanim będę mogła zabrać sie za siebie jakoś bardziej konkretnie. Na razie zostaje mi kosmetyka. Żeby podbudować nadwątloną miłość własną planuję się jeszcze w tym miesiącu, znaczy przed rozwiązaniem wybrać do fryzjera i kosmetyczki. Niech o mnie zadbają jak należy.

Brak komentarzy: