Wczoraj zaczęło mi się zwolnienie lekarskie. Ostatni etap ciąży chciałam przejść już spokojnie w domowym zaciszu. Wczoraj jeszcze byłam u lekarza, załatwiałam różne sprawy i dzień minął mi szybko, pracowicie, dość nerwowo. Nerwy te miały zresztą swoją cenę.
Dziś postanowiłam naprawdę zająć się przygotowaniami do porodu. Jest jeszcze tyle do zrobienia a to ostatni miesiąc już. Z domu wyszłam tylko na drobne zakupy, dobrze, że poszedł ze mną brat, bo przytaszczenie do domu trzech wielkich butli płynów do prania byłoby ciężkie. Jedno opakowanie do prania białego, jedno do kolorowego no i płyn do płukania, wszystko dla dzieci, delikatne... Stówka pękła ot tak sobie. Będę musiała poszukać jakichś tańszych, hurtowych ilości, bo przy maluchu przecież prania jest dużo... W każdym razie wstawiłam pierwsze dziecięce pranie... i się rozrzewniłam nad tymi pachnącymi świeżością maleńkimi ubrankami, kocykami, pieluszkami... Jako, że mamy babie lato i słońce praży jak w środku pata, to po godzinie część rzeczy była już suchutka.
No i z jednej strony nie mogę się doczekać, aż to moje słoneczko przestanie mi fikać w brzuchu, a zacznie poza nim... bardzo chcę już trzymać w ramionach tego mojego skarba... ale jeszcze gdzieś tam tli się lekki żal, że oto moje życie zmienia się nieodwołalnie. Lada moment nasz syn pojawi się na tym świecie i już do końca naszych dni ta mała, a z czasem większa i zupełnie już dorosła osóbka będzie dla nas najważniejszym człowiekiem na świecie... To ogromne wyzwanie. Przeraża ale i pociąga. I kręci się właśnie w brzuchu. Chyba z niecierpliwości.
No i z jednej strony nie mogę się doczekać, aż to moje słoneczko przestanie mi fikać w brzuchu, a zacznie poza nim... bardzo chcę już trzymać w ramionach tego mojego skarba... ale jeszcze gdzieś tam tli się lekki żal, że oto moje życie zmienia się nieodwołalnie. Lada moment nasz syn pojawi się na tym świecie i już do końca naszych dni ta mała, a z czasem większa i zupełnie już dorosła osóbka będzie dla nas najważniejszym człowiekiem na świecie... To ogromne wyzwanie. Przeraża ale i pociąga. I kręci się właśnie w brzuchu. Chyba z niecierpliwości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz