poniedziałek, 17 września 2012

Baby Shower

Tak, tak, zgadza się, impreza, kolejna, bo dla nas każdy powód do spotkania się w dużym, wesołym gronie jest dobry. Brak powodu też nigdy nie stanowił problemu, wystarczą chęci, wszystko inne się wówczas zorganizuje. Padł więc pomysł - zróbmy Baby Shower, ostatnie takie duże przyjęcie. Znów zaczerpnęliśmy od pomysłowych w tym względzie sąsiadów z zachodu i postanowiliśmy, no dobra, ja postanowiłam, a reszta się zgodziła (jakby było inne wyjście), że zrobimy ostatnie party przed porodem, ale poświęcone już naszemu maluchowi. Zależało mi na takim swoistym pożegnaniu z tym swobodnym etapem życia, zwłaszcza, że za mniej więcej miesiąc to nasze wesołe grono powiększy się o jednego małego, ale za to bardzo absorbującego człowieczka i co za tym idzie czas spontanicznych spotkań ze znajomymi na jakiś czas zostanie zawieszony.

Koncepcja zmieniała się nieco w międzyczasie, najszybciej poszło z ustaleniem daty. Potem były rozmyślania co do lokalizacji... No co do tego, czy robić klasycznie babskie party, w końcu myślą przewodnią Baby Shower jest dziecko, ciąża, rodzicielstwo i wyeksmitować męską część gdzieś indziej, czy też bawić się razem jak zawsze, też trzeba było przemyśleć. Zuka wspaniałomyślnie zaoferowała na imprezę swój dom i ogród, co przyznam było szalenie kuszące, ale ostatecznie zdecydowałam się na klasyczną domówkę w ciasnym, ale własnym kącie. Nie miałam też serca wypędzać bóg wie gdzie męskiej części towarzystwa, tym bardziej, że nie prędko spotkamy się ponownie w tak licznym gronie, no a co by nie mówić z chłopakami jest weselej.
Miałam pewne opory, czy wraz z zaproszeniem wysyłać listę prezentów, bo niby taki zwyczaj jest, ale nie chciałam się upominać... W końcu moje dziewczyny rozwiały te obawy dopytując się czego nam dla maleństwa potrzeba. Uspokoiłam też sumienie tłumacząc sobie, że w tym roku odpuściliśmy sobie obchodzenie kilku własnych świąt... Skoro ustaliliśmy miejsce, czas i skład pozostało tylko szykować przyjęcie.
Jako, że marzyła mi się ta imprezka to już od dłuższego czasu szykowałam na nią dekoracje... zainspirowało mnie nasze Halloween sprzed 2 lat, kiedy to ze zwykłego czarnego kartony wycięłam nietoperze, które zawieszone na nitkach i przyklejone na szybie wyglądały jak żywe. Poszłam więc tym prostym, acz efektownym torem. Jako, że w biurze mamy sporo różnokolorowej makulatury powstałej z teczek, to w wolnej chwili zaczęłam wycinać z nich różne kształty kojarzące się z dziecięcym światem. I tak powstała wesoła mieszanka niebieskich stópek, kremowych misiów, zielonych samochodzików, szarych kotków i białych buteleczek ze smoczkiem. Z części porobiłam wesołe girlandy, część eR rozmieścił na oknie w salonie i paru strategicznych punktach domu. Zrobiło się kolorowo, ale i pogodnie.
Menu mieliśmy proste, kilka sałatek, kanapki, pieczywko czosnkowe na ciepło i klasyczne przegryzacze. Do tego napoje i jakieś procentowe płyny i w zasadzie byliśmy gotowi.
Mimo całego mojego optymizmu nie spodziewałam się, że zabawa będzie aż tak udana. Goście dopisali, nastrój był wspaniały, no naprawdę czekał nas prezentowy shower. Wśród prezentów pojawił się genialny leżaczek bujaczek, pościel dla maleństwa, kosmetyki, forma na pamiątkowy odcisk stópki i łapki, rożek, śpiworek, no i coś co najbardziej nas rozczuliło, śliczny, stylowy, błękitny krawat! W takim stroju to z naszego synka będzie elegant jak się patrzy!!! Każdy jeden upominek jest dla nas naprawdę cenny i sprawił nam ogromną radość. Poczułam się naprawdę wyjątkowo jako przyszła mama, no i jestem naprawdę szczęśliwa, że mam koło siebie takich ludzi, z którymi mogę tą radość dzielić, przez co wbrew logice jest jej nie mniej a wiele, wiele więcej.
Bardzo miłym elementem spotkania było wspominanie jakie zabawy najbardziej lubiliśmy w dzieciństwie, co takiego szalonego i niebezpiecznego (z perspektywy rodziców) przychodziło nam do głowy i jakie dzikie pomysły i przygody udało nam się przeżyć bez szwanku.
Jestem szczęśliwa. eR zachwycony prezentami i serdecznością jaką nas otoczono. Warto było włożyć odrobinę wysiłku w takie wydarzenie. Możliwe, że nasze bliskie grono tak bardzo przeżywało z nami to wydarzenie, bo jako pierwsi spodziewamy się dziecka... Mam nadzieję, że wszystkie ciocie i wujkowie będą nas odwiedzali jak już będziemy we troje. 
Panowie na pewno zgodnie z tradycją urządzą sobie jeszcze huczne pępkowe.
Ja natomiast nie mogę się już doczekać tego momentu gdy to serduszko co bije tuż pod moim będzie w moich ramionach. 
Dziękuję Wam kochani za to, że jesteście z nami w tym ważnym momencie, że nas wspieracie, dajecie siłę i radość. To naprawdę daje niesamowicie dużo energii!

Brak komentarzy: