niedziela, 9 września 2012

Białe Noce

Białe Noce, cud natury. Gdy wprost ze zmierzchu przechodzimy w świt... Zjawisko niezwykłe, gdzieś umyka noc, gdzieś umyka mrok, gdzieś umyka sen. Jak się okazuje nie tylko na kole podbiegunowym zdarzają się takie magiczne chwile.
Ja mam białe noce niemal każdej nocy. To znaczy my mamy - ja i mój syn.
Dopadła nas ciążowa bezsenność. Choć może dopadła to złe słowo, jakieś takie negatywne, no po prosu się pojawiła... Wspominałam już o tym zresztą Co ciekawe nie sypiam nie dlatego, że przeszkadza mi brzuszek, czy aktywne maleństwo wewnątrz niego. Po prostu budzę się i wiem, że przez kilka godzin nie zasnę, nie ma na to szans i nie ma co się męczyć i kręcić z boku na bok. Niech chociaż eR się wyśpi... Zdarzyło mi się już nie raz doczekać świtu i gdy niebo jaśniało przyłożyć się jeszcze na godzinkę i złapać nieco snu. Jeszcze dziwniejsze jest to, że nie odbija się to negatywnie ani na moim zdrowiu, ani samopoczuciu, ani na refleksie. Gdy już się nad ranem przyłożę do poduszki to jeszcze na moment zasypiam i budzę się normalnie, znaczy bez sensacji. Po prostu organizm mi się przeprogramuje. Położne mówiły nam o tym, że pod koniec ciąży śpi się niewiele, że organizmowi przyda się taki trening zanim pojawi nam się dziecko na świecie, bo wówczas sen stanie się miłym i wytęsknionym wspomnieniem. Cóż, liczę na to, że te kilka godzin jednak uda nam się co noc złapać. Natomiast jeśli nie... to będziemy mieli te nasze niezapomniane, piękne i niezwykłe Białe Noce.
Bo we troje.

Brak komentarzy: