wtorek, 25 września 2012

Miłość to nie Pluszowy miś...

Zespół Happysad nagrał kiedyś piosenkę "Zanim pójdę", w której powtarza się refren traktujący o tym czym jest prawdziwe uczucie:

"Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty.
To też nie diabeł rogaty.
Ani miłość kiedy jedno płacze
a drugie po nim skacze.
Miłość to żaden film w żadnym kinie
ani róże ani całusy małe, duże.
Ale miłość - kiedy jedno spada w dół,
drugie ciągnie je ku górze."

Nie można tego chyba lepiej ująć, niby prosto, a prawdziwie. Owszem, kwiaty, komplementy, randki, misie i czekoladki są urocze i na pewnym etapie nawet powiedziałabym wymagane, ale z czasem związek przestaje być zabawą, przestaje być przygodą, a zaczyna być zobowiązaniem. Pytanie czy jesteśmy na nie gotowi, czy chcemy, czy umiemy mu podołać.
Ja czasami mam żal do eR, o to, że tego przysłowiowego kwiatka mi nie da bez okazji, czy, że mógłby być jakiś taki bardziej adorujący... ale potem przychodzą takie chwile jak wczoraj wieczorem, których i pole najcenniejszych holenderskich tulipanów nie przebije. I jestem szczęśliwa i czuję się kochana i zadbana i wiem, że on dla mnie to jest w stanie zrobić wszystko.
Cóż takiego się stało? Przyplątało mi się przeziębienie. Paskudne. Zaczęło się chyba w sobotę, za lekko się ubrałam i musiało mnie przewiać. W niedzielę dostałam kataru - z nosa lało mi się bez przerwy i zaczęło mnie boleć gardło. Jako, że ze względu na ciążę nie mogę zaaplikować sobie leczenia takiego jak zwykle, muszę działać delikatnie. Problem w tym, że efekty są bardzo powolne i pewnie jeszcze kilka dni się pomęczę. eR mocno się moim zdrowiem zaniepokoił, ale fakt, gardło boli mnie tak, że podczas kasłania łzy mi w oczach stają... eR zaczął od herbatki, przytulanek i wysyłania mnie do lekarza. Wieczorem, choć to była niedziela stwierdził, że idzie na chwilę do sklepu, mnie było totalnie wszystko jedno, zaległam na kanapie jak ostatni zdechlak. eR wrócił z późnych zakupów z kurczakiem oraz włoszczyzną i z miejsca zabrał się za gotowanie dla mnie rosołu. Bardzo mnie to ujęło, bo rosołek to wspaniała rzecz, a wyszedł pyszny, dobrze doprawiony i już po pierwszym kubeczku poczułam się mocniejsza. Czuć, że włożył w ten bulion całe serducho bym poczuła się lepiej. Na dziś mam przykazane pić go dalej i iść do lekarza.
To jest miłość, kiedy jedno spada w dół, drugie ciągnie je ku górze.
Dziękuję Ci kochanie!!!Dziękuję znad kubeczka rosołku.

Brak komentarzy: