poniedziałek, 24 września 2012

Nici z nocy

Ciążowych opowieści ciąg dalszy. Jako, że idę przez ciążę iście podręcznikowo, to w ostatnim trymestrze, który właśnie przerabiam królują bezsenne noce. Podobno tak to bywa, że kobiecy organizm wbrew wszelkiej logice na finiszu potrzebuje coraz mniej snu, co jest niejako treningiem przed bezsennymi nocami jakie już niebawem będzie nam fundował młody. To niesamowite jak działa ludzka biologia, jakim cudem jest tworzenie nowego życia i to jak doskonale jesteśmy, my kobiety, do tego przystosowanie. Mimo wszystko chciałabym móc przespać całą noc bez pobudek. Złapać choćby te 8 godzin nieprzerwanego snu. No i nic z tego, po prostu nie jestem w stanie i już. Ani nie mam gonitwy myśli, ani się nie stresuję, ani źle nie czuję, no po prostu nie usnę choćby nie wiem co. Fakt, że mam już serdecznie dość turlania się z boku na bok i nie mogę się doczekać aż znów będę mogła spać na brzuchu... Teraz jednak chciałabym po prostu usnąć na trochę. Nie, nie da się. Czytać już mi się nie chce, w gadającym pudełku same bzdury, co prędzej mnie rozdrażnią niż uśpią, zostaje mi szperanie po necie. I budyń waniliowy... Nigdy nie podjadałam w nocy, ale jak człowiek spędza tyle godzin na nogach musi się czymś podratować...

Brak komentarzy: