poniedziałek, 29 listopada 2010

Kocie opowieści: wegetarianizm.

Nie jest tajemnicą, że moje zwierzę domowe jest deko nietypowe. Kotołak, jako stworzenie samo w sobie niebanalne, ma dość oryginalne upodobania kulinarne.
Nie dalej jak wczoraj zaobserwowałam podejrzaną aktywność kotołaka w przedpokoju. Zaniepokojona ciszą jaka towarzyszyła temu zjawisku, co już samo w sobie jest zwiastunem pogwałcenia dobrych obyczajów międzygatunkowych, postanowiłam sprawdzić, co też zwierzę knuje.
Kotołak został przyłapany na gorącym uczynku, jak w najlepsze pałaszuje… nie szynkę, nie schabowego, czy też szaszłyka (co się kiedyś zdarzyło), a ot, zwykłego, świeżego pomidora. Fakt, że jego słabość do tego warzywa jest mi znana, ale… Zazwyczaj daję kotołakowi plasterek, czasem kawałek pomidorka, ale do głowy mi nie przyszło, że zniewolony dzikim apetytem zwierzak poczęstuje się całym, wcale nie koktajlowym warzywem. Naturalnie na mój widok winowajca odskoczył od zdobyczy, bez szczególnego poczucia winy w ślepiach, w dodatku oblizując się bezczelnie. Jako, że z pomidora ocalała jedynie częściowo połowa „łupinki”, wrzuciłam dowód zbrodni do kociej miski, skąd zniknął w przeciągu pół godziny. Mało to wychowawcze, ale rozkoszne mruczenie na kocu wyraźnie świadczyło o pełni szczęścia w jakiej znalazł się kotołak. I dobrze, wszak w tej bajce plan jest taki, by żyć sobie razem długo i szczęśliwie.

P.S. Jak tak się teraz nad tym zastanowię, to tydzień temu kotołak dobrał się do zielonego ogórka, ale, że przydybałam go na kuchennym blacie zanim zabrał zdobycz, to sprawa została umorzona.
Mój drapieżca ewidentnie przejawia objawy wegetarianizmu… muszę mu zatem urozmaicić dietę…
Miłych czytelników serdecznie pozdrawiamy. Miau.

1 komentarz:

nierozważna romantyczka pisze...

Wyobrażam sobie z jakim apetytem musiał pałaszować pomidora :) Urocze...