Czasami mam wrażenie, że łatwiej by mi było dotrzeć na księżyc, niż do drugiego człowieka. Bo się ów człowiek wziął i uparł. Może używam złych argumentów, może nie tędy droga, sama już nie wiem, kończą mi się pomysły, a zostawić tak tego po prostu nie mogę. Może zamiast logiki i serdeczności powinnam użyć tak zwanego „młotka”… Tylko jakiego? Ehhh, że chociaż sobie ciężko westchnę.
1 komentarz:
Znam te problemy, oj znam ja. Proponuję dużo cierpliwości. Będzie ok
Prześlij komentarz