Naszła mnie kontemplacja prosta i radosna. Sypie śnieg, świat okrył się połami zimy i nic nie wskazuje na to, by miało się to w najbliższym czasie zmienić. Wszyscy dookoła chóralnie przeklinają ten stan, a ja… ja zupełnie się w tym nie odnajduję… Bo ja się cieszę, całą sobą się cieszę, bo w końcu mamy grudzień, Boże Narodzenie za chwilę i z całego serca pragnę by było właśnie takie śnieżne i mroźne. Ja szczerze i prawdziwie kocham zimę. Podam Wam nawet kilka powodów dla których uwielbiam tą porę roku:
- urodziłam się w zimę, białą i mroźną, pierwszy powód do szczęścia,
- lubię szusować na nartach z ośnieżonego stoku,
- lubię jeździć na łyżwach,
- lubię szaleć na sankach,
- lubię lepić bałwana,
- lubię bitwy na śnieżki,
- lubię grzane wino,
- lubię mandarynki, pomarańcze, goździki i korzenne przyprawy…
- lubię Boże Narodzenie (zwłaszcza kluski z makiem!),
- lubię Nowy Rok i karnawał,
- lubię wirujące za oknem śniegowe gwiazdki… gdy siedzę obok R. z kubkiem herbaty,
- w zimę Go poznałam, zimą pokochałam… jak mam nie lubić zimy?
P.S. Piszę w przerwie w pracy, zajadając budyń czekoladowy, zimą smakuje najlepiej. Jak mi dobrze! Czego i Wam życzę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz