środa, 3 listopada 2010

wspomnienie andrzejkowych wróżb...

Niemal rok temu,  w Andrzejki, lałam wosk pszczeli przez klucz. Przy świecy płomieniu cień nabrał życia, ukazał pisany mi los. Śmiałam się wtedy szczerze, nie wierząc do końca, choć...

Chichotko zakwitła nadzieja, w naprawdę najgorszy czas, a rycerz mój nieco zbłąkany odnalazł mnie drugi raz.

Teraz jestem szczęśliwa, jak w bajce, z rycerzem u boku. I jak tu nie wierzyć wróżbiarce, "na miłość nie ma uroków".

Brak komentarzy: