Niemal rok temu, w Andrzejki, lałam wosk pszczeli przez klucz. Przy świecy płomieniu cień nabrał życia, ukazał pisany mi los. Śmiałam się wtedy szczerze, nie wierząc do końca, choć...
Chichotko zakwitła nadzieja, w naprawdę najgorszy czas, a rycerz mój nieco zbłąkany odnalazł mnie drugi raz.
Teraz jestem szczęśliwa, jak w bajce, z rycerzem u boku. I jak tu nie wierzyć wróżbiarce, "na miłość nie ma uroków".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz