Natrafiłam w sieci na artykuł mówiący o tym, że zakochanie kosztuje utratę przyjaciół. Z jednej strony nie można się z tym twierdzeniem choć w części nie zgodzić. Związek to relacja wymagająca wiele czasu, uwagi i pewnego dopasowania do siebie wzajemnie. Zazwyczaj wszystko to przychodzi to naturalnie, po prostu chcemy być razem, we dwoje, spędzać wspólnie czas, poznajemy się lepiej, korygujemy jakieś swoje cechy by lepiej współgrać z naszą połówką i nie widzę w tym nic złego o ile zachowuje się jakiś względny rozsądek. Jednocześnie odsuwamy się nieco od przyjaciół, bo to partner przejmuje ich rolę i jako pierwszy dzieli z nami wszelkie radości i smutki. Budowanie związku skutkuje naturalnie okrojeniem czasu, sił i uwagi jakie poświęcamy przyjaciołom i znajomym. Uważam jednak, że wcale nie musi być tak, że albo jesteś w związku, albo masz przyjaciół. Prawdziwie życzliwa osoba, prawdziwy przyjaciel cieszy się Twoim szczęściem i nie cierpi katuszy z tego powodu, że nie gra pierwszych skrzypiec. Dla prawdziwego przyjaciela czas też jest pojęciem względnym, może zaczekać, może o sobie po prostu przypomnieć gdy zatęskni i relacja z nim/nią jest jasna.
Prawdziwej przyjaźni nie stracisz. Przyjaźń, to nie rywalizacja, nie stwarza kłopotów i nie zieje zazdrością. Co innego znajomi, którzy są egoistami, potrzebują uwagi otoczenia i swoistego tła w ludzkiej postaci… Im związek osoby ze „świty” będzie bardzo przeszkadzał. Bywają tacy przyjaciele. W końcu bywa i tak, że partner po prostu nie przepada za przyjaciółmi, lub oni za nim i wówczas więzi również się rozluźniają. Czy to dobrze, czy źle, zależy od ludzi. Czasami odrobina dystansu pozwala nam inaczej ocenić wydarzenia, osoby, relacje. Jednych brak, innych nie.
Wracając do przyjaźni i miłości. Uważam, że wcale nie musimy mieć jednego kosztem drugiego. O ile tylko umiemy zorganizować sobie czas tak, by mieć go i dla bliskich i dla bliższych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz