piątek, 12 listopada 2010

Piotruś Pan

Kiedyś, gdy byłam małą dziewczynką, bardzo lubiłam tą bajkę. Marzyłam o magicznym chłopcu, który porwie mnie do pierwszej gwiazdy na prawo, i prosto, aż do poranka, aż do Nibylandii, do krainy baśni, wiecznego dzieciństwa i zabawy. Potem zrozumiałam jaki ukryty przekaz niesie ta bajka. Mój dziecięcy bohater okazał się nie bez skazy… Pokrótce: Piotruś Pan odtrąca wierną wróżkę, Dzwoneczka, bo zafascynowała go ciepła i rodzinna Wanda, Wandę zdradza z Syrenkami, z którymi zresztą znał się wcześniej, by w końcu ulec egzotycznej urodzie i wysokiej pozycji społecznej Indianki, Tygrysiej Lilii. No paskudny facet. Bojący się dorosłości, skaczący z kwiatka na kwiatek, uciekający od zobowiązań, i odpowiedzialności za własne czyny. Chyba nawet w psychologii używa się takiego określenia na pewien typ mężczyzn? Cóż, są tacy wieczni chłopcy, ale są też i dziewczęta. Jakoś na nie brak podobnie trafnego określenia. Czasem mówi się po prostu „Księżniczka”, ale to bardziej rozkapryszona pannica, raczej młoda dziewczynka, dziecko, a nie kobieta. Taka Pannica Piotrusia, to dla mnie kobieta uciekająca od zobowiązań jakie niesie ze sobą dorosłe życie… Pragnąca być wiecznie o krok przed tą magiczną granicą, niby w świecie dorosłych, ale wciąż w Nibylandii… Są i takie bajkowe kobietki, mają  urok i wdzięk, są równie charyzmatyczne i magiczne co sam Piotruś Pan i także mają swoją niezwykłą krainę…
Jednak samo zagubienie Pana i Pani z Nibylandii nie czyni ich z definicji złymi osobami. To takie lekkoduchy, którymi trzeba się opiekować. Pytanie czy zdają sobie sprawę z tego jak postępują, czy robią to świadomie, wykorzystując bajkowy czar, czy chcą coś z tym zrobić, czy też wolą wciąż bujać w obłokach… Życie to nie bajka. Wcześniej, czy później przyciąganie rzeczywistości złapie te barwne motyle. Wówczas, chcą, nie chcą, muszą wydorośleć. Oby jak najmniej boleśnie.
Na pocieszenie powiem Wam, że „dorośli” też potrafią marzyć, bawić się, tworzyć, piękniej, mocniej, więcej, prawdziwej.

P.S.
Wciąż bardzo lubię Piotrusia Pana, a Disneyowski Dzwoneczek to dla mnie esencja kobiecości. Pamiętacie, tą pełną erotyzmu scenę,gdy oglądała się w lusterku, by zaraz nabrać wątpliwości co do obwodu swoich ud... albo świeciła się na czerwono z zazdrości, mała wróżka ostro walczyła o swojego faceta. Wygrała, ze wszystkimi, choć chciała go po drodze ukatrupić... cud kobietka.


1 komentarz:

Some girl pisze...

Jak to sie mowi....MArzenia nie bola:) Marzyc trzeba zawsze:) Tylko bez przesady :) A marzenia o milosci, to chyba sa najlepsze! TAka jest prawda! :)