Od kilku lat w kraiku nad Wisłą przebija się wesoła tradycja zabaw Halloweenowych. Wiele osób, zwłaszcza ze starszego pokolenia, nie bardzo pojmuje po co te wszystkie przebieranki, są i tacy, którzy ze świętym oburzeniem potępiają amerykanizację Wszystkich Świętych.
Dla mnie natomiast każdy pretekst do spotkania w wesołym gronie jest dobry. Już od kilku lat bywam na imprezach tego typu, a w tym roku sama jestem jej organizatorką. Nic wielkiego, ot kilku znajomych, świece, nietoperze, czarne koty, wiedźmie kapelusze. Jestem pewna, że będzie bardzo fajnie. Halloween to dla mnie chwila relaksu, zupełnie nie związana z pamięcią o zmarłych.
Wszystkich Świętych natomiast, to dla mnie ważny dzień. Samhain to moje ulubione święto… Mimo iż utrata najbliższych to olbrzymi ciężar, to odwiedzanie miejsc ich spoczynku, zapach stearyny w rozgrzanym powietrzu, dywany chryzantem, zapach siarki z zapałek… To wszystko nastraja mnie jakoś tak podniośle, wręcz filozoficznie. Lubię, zwyczajnie lubię cmentarze, lubię morze światełek wśród labiryntów pomników. Nie mogę się już doczekać 1 listopada. Lubię rodzinne wyprawy na naszą nekropolię, może dlatego, że wszyscy moi przodkowie leżą w jednym miejscu, nie musimy wędrować od cmentarza na cmentarz, śpieszyć się, stać w korkach. Zawsze jest spokojnie, nostalgicznie, ale ciepło. Czasem ktoś uroni łezkę, ale jesteśmy tam razem. Po odwiedzeniu naszych bliskich zazwyczaj wybieramy się jeszcze na wspólną herbatę i ciastko, czy obiad, jest lżej na duchu… Dla mnie to nie jest święto umarłych, a żywych, tych chodzących po świecie i tych, których nosimy w sercu.
Tym są dla mnie te dni. Płomykiem w sercu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz