Od kilku dni znów zmagam się z AZS. Przed wyjściem z domu maluję maskę, chowam się jak tylko mogę i cały dzień drżę o to by się nie starła. By nie było widać tego co jest pod nią. Mimo, że ktoś stojący metr ode mnie nie widzi pod makijażem rozognionej skóry, to ja ją czuję. Bez przerwy, przy każdym ruchu i w bezruchu też. Napięcie, pieczenie, swędzenie, ból, suchość, wszystko na raz. I wiem, że nie mogę jej dotknąć... Nie mogę pozwolić by było gorzej... Nie teraz gdy jestem wśród ludzi.
W domu delikatnie zmywam maskę. Boli, piecze, wszystko to co drażniło cały dzień wraca skumulowane w jednej chwili. A mnie nie wolno pogarszać sprawy, choć drżą mi ręce... Mycie, pielęgnacja, leczenie... Ciężko przełknąć tą kulę w gardle, ciężko nie zbić lustra...
Chwytam się jakiegokolwiek zajęcia by odciągnąć własną uwagę od tego co się ze mną dzieje. Wiem, że za kilka dni będzie lepiej. Teraz muszę przetrwać. Choć najchętniej zapomniałabym o świecie i została w łóżku. Sama.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz