No dobra, dobra, ostatnio coś się wplątałam w politykę i strasznie poważne historie i histerie, więc może by tak znowu coś o sobie?
Jest sobie taka pewna babska lektura obowiązkowa, którą każda kobieta, która chce być szczęśliwa Z mężczyzną, czy BEZ, powinna zgłębić i choć po części stosować. „Dlaczego faceci kochają zołzy”. Ha! Powiem szczerze, że nigdy nie bawiłam się w tego typu gierki, a podręczniki typu „jak uszczęśliwić jego wysokość na 1500 sposobów” wydawały mi się z gruntu poronionym pomysłem. Kiedy jednak zakończył się mój poprzedni związek zostałam przez przyjaciółkę obdarowana wspomnianym poradnikiem, tak dla jaj i z przymrużeniem oka, bo doskonale zna mój gust literacki. Słyszałam jednak tyle o tej książeczce i to od naprawdę fajnych, inteligentnych kobietek, że przełamałam awersję do sercowych poradników i przeczytałam. A w zasadzie wchłonęłam, jak to bywa gdy mnie książka zainteresuje. Jest to bowiem lekcja na temat odnalezienia, budowania i utrzymywania szacunku wobec samej siebie. Książka ta otworzyła mi oczy i wówczas bardzo się sobie sama nie spodobałam. Na początku bardzo się buntowałam przeciw jej treści, bo byłam wzorcowym przykładem „miłej dziewczynki”. Boleśnie to sobie uświadomiłam. Taktyka „zołzy” kłóciła się wielce z moim ówczesnym światopoglądem, ale okazało się, że w wielu miejscach jest bardzo sensowna. Z czasem stwierdziłam, że pewna podręcznikowa zołzowatość jest niezwykle cenna w kontaktach z płcią przeciwną i wcale nie mówię, jak się męskim czytelnikom może zdawać, o fochach, kombinowaniu, wymuszaniu, przed czym każdy zdrowy człowiek broni się rękoma i nogami. Chodzi mi poczucie własnej wartości i podstawy komunikacji międzygatunkowej, znacz między Nami Kobietami, a Wami Mężczyznami. I choć książeczka jest bez dwuch zdań feministyczna, to naprawdę daje kobietom kilka cennych rad. Przykład? Choćby takich kilka łopatologicznych zdań:
„Kiedy zrzędzisz, ty stajesz się problemem (…)” – uuu, a zrzędzić to my lubimy jak mało co, tak dla sportu.
„Rozmowa o uczuciach jest dla mężczyzny czymś takim jak praca.”. – znaczy droga przez mękę z przymusu i aby do finiszu, cóż, moja emocjonalność jest tu moim wrogiem, ale staram się, ładnie się staram.
No i moje ulubione „nie nagradzaj złego zachowania”!!!
Sic! Dość zdradzania kobiecych sekretów. Dodam tylko, że od czasu do czasu warto wrócić do tej wesołej książeczki i przypomnieć sobie parę rzeczy.
Z pozdrowieniami dla wszystkich Zołz!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz