niedziela, 27 czerwca 2010

Trzy miłości

Jakiś czas temu wróciła do mnie pewna piosenka, Bułat Okudżawa mruczy melancholią... 
"Pierwsza miłość z wiatrem gna, z niepokoju drży
Druga miłość życie zna i z tej pierwszej drwi
A ta trzecia jak tchórz w drzwiach przekręca klucz
I walizkę ma spakowaną już"
Pierwsza, druga, trzecia... Ile w życiu jednego człowieka może być tych miłości?  Czy każda z nich jest prawdziwa, czy tylko jedna? Ta pierwsza, czy ta ostatnia? Czy może ta, w której bez wyrzeczeń kochamy i  jesteśmy kochani z każdą swoją wadą? Która? Jak ją poznać?
To prawda, każdy kolejny związek jest poważniejszy, w kolejną relację wchodzimy bardziej świadomi zarówno siebie, jak i swoich oczekiwań, pytanie tylko czy swoich uczuć? Bo to już nie takie proste.  Najpiękniej by było mieć i tą pewność, mądrość jaka wynika z przebytych doświadczeń, przebytych związków, z tych poprzednich miłości i  jednocześnie nie tracić tej romantycznej naiwności, wiary w proste i czyste uczucie. Naprawdę by było pięknie odwiesić cały ten rozsądek na kołek i po prostu znów dać się ponieść. Z tym, że życie weryfikuje te euforyczne porywy w chwili gdy mamy świadomość ryzyka, gdy wiemy jak boi złamane serce. Z każdą taką lekcją trudniej jest rozwinąć skrzydła. Co nie znaczy, że nie tęsknimy za tym lekkim uczuciem. Sztuką jest kochać, jeszcze większą sztuką znaleźć miłość, mistrzostwem zaś ją zachować. 
Mieć pewność i spokojny sen... Sen motyla.
Ja myślę, że na uczucia nie ma wzoru, nie ma reguł, nie ma praw. Nie zależą od wieku, od statusu, od miejsca i czasu, po prostu są. Pierwsza miłość, druga... nie, to nie tak, to jest po prostu ta, ta, której chcesz. Nie musi błogosławić jej kapłan, czy pieczętować urząd... Jak się pojawi to o tym wiesz i już. Wiesz? 

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

wiem...