czwartek, 17 czerwca 2010

Wojny domowe :))

Wojny domowej stan zawieszenia, zawieszenia broni, trwają negocjacje salonowe. Po raz kolejny moja Mama stwierdziła, że charakter to ja mam po Tatusiu i jedno i drugie uparte jest. Cóż, uczciwie przyznam, że uparta jestem i to po obojgu, gdyż podobnego argumentu używał swego czasu mój Ojciec, porównując mnie do Mamy. Zatem uparta bywam jak rasowy osioł, zwłaszcza gdy ktoś próbuje na mnie wymóc coś siłą. Ze mną kijem to się nie da, na marchewkę to się skuszę, ale tylko ładnie zaserwowaną. Wracając do rodzinnego konfliktu, spodziewałam się go od jakiegoś czasu, z tym, że miałam naiwną nadzieję, że uda mi się w porę załagodzić sprawę. Cóż, jedno zdanie wypowiedziane inaczej, niż rozmówca chciałby usłyszeć wszystko przeinaczyło. Wina moim zdaniem leży po środku, a to dlatego, że moja Mamcia wierzy, że mam zdolności telepatyczne i domyślę się wszystkiego, użyję odpowiedniej formuły w zaaranżowanej przez nią rozmowie i zrobię tak jak w jej mniemaniu powinnam… Owszem, bywam wróżką, ale moje zdolności nie są tak dalece posunięte, by czytać w myślach, a już szczególnie drugiej kobiecie. W efekcie obydwie strony się pogryzły, wyrzuciły sobie wszystkie żale, po czym, zwyczajnie i po babsku się spłakały. Czy to pomogło? Nie wiem, za to wiem na czym stoję, a to już coś. Wiem, że Mama wymaga szczególnej, psychicznej opieki, znaczy zwyczajnie dużej dawki normalnej miłości i czasu, mojego czasu. I na nic to, że właśnie zdążyłam go sobie zaplanować, dla niej, dla nas, nic to, bo zdążyła się zaperzyć zanim wprowadziłam plan w życie. Beznadzieja. Zazdrośnica moja. Chociaż tyle mojego, że się uparłam.

Brak komentarzy: