Pojutrze dobędą się wybory prezydenckie. Jak wszyscy wiedzą kandydatów jest 10, spośród nich podobno liczy się tak naprawdę 2, może trzech. Jako, że w życiu zawodowym z polityką jestem aż za blisko, w życiu prywatnym skrzętnie unikałam wszelkiej papki przedwyborczej. Rzecz jednak w tym, że jestem patriotką, a to oznacza, że poza prawami jakie nadaje mi konstytucja i szereg barwnych ustaw, mam też obowiązki. Najważniejszym z nich jest korzystanie z biernego prawa wyborczego, czyli udział w wyborach, referendach i tym podobnych przyjemnościach. Jak na świadomego człowieka przystało, zanim oddam swój głos na osobę, która ma mnie reprezentować jako głowa państwa, muszę wybrać kogoś kto jest bliski memu postrzegania świata.
Pragnę przypomnieć, że uprawnienia Prezydenta są ściśle określone w V rozdziale Konstytucji RP i przedstawię je w kolejnym poście „Uprawnienia Prezydenta”.
Okazało się, że wybór odpowiedniego dla mnie kandydata jest pobożnym życzeniem. Takiej osoby wśród zacnych kandydatów brak. Rzuciło mi się w oczy jeszcze jedno. W tej całej chordzie prącej ku żłobowi nie ma oni jednej kandydatki, nie ma ani jednej kobiety. Czy to znaczy, że kobiet nie interesuje władza? Nie sądzę. Może nie interesuje ich nurzanie się w tym szambie, w którym te same osoby w jednej sekundzie obryzgują się najgorszymi świństwami, by za chwilę serdecznie tulić się i deklarować koalicję. Obłuda. Aż mnie mdli. Czy naprawdę nie ma ani jednej mądrej, odważnej i świadomej kobiety, która tupnęłaby nogą i zagoniła całą tą rozwydrzoną hałastrę do kąta? Przydałaby się jakaś polityczna superniania, czy co… To żenujące, że w kraju, w którym rzekomo jest równouprawnienie, w którym kobiety stanowią większość społeczeństwa, mają prawa wyborcze od lat dwudziestych XIX wieku żadna nie ma dość ikry by uświadomić naszym elitom politycznym, że patriarchat się skończył. Jakby tego było mało w całej tej "kampanii" pełnej pustych frazesów i naprawdę wyświechtanych chwytów nie mogło zabraknąć pewnego dla mnie przykrego elementu. Jeśli już gdzieś pojawiają się kobiety, to albo są to słodkie biuściaste blondyneczki w kusych strojach mizdrzące się do kandydata (to pan kandydat ma aż tyle córek? by każdemu swemu rycerzowi księżniczkę oddać za... ), kolejny typ to potężne matki polki (by kurom domowym żyło się lepiej, pierz, sprzątaj, gotuj, dzieci chowaj, znaj swoje miejsce w szeregu, a my, mężczyźni krajem rządzić będziemy - ale to już było i się parę razy źle skończyło), ewentualnie widuje się też, o zgrozo, panie posłanki robiące z siebie widowisko, przepraszam, śpiewające, na wiecu ku uciesze gawiedzi. Ach jest jeszcze nasza narodowa sierotka w żałobie poprawiająca wizerunek ambitnego wujka. Wstyd. Wstyd być w tym kraju kobietą. Gdy jakiś czas temu znajoma mówiła mi o parytecie płci uznałam, że to sztuczny, feministyczny wymysł. Przecież mam pełnię praw wyborczych i jestem pełnoprawnym obywatelem demokratycznego państwa, po co mi jakiś parytet. Teraz obawiam się, że bez tego zapisu kobiety zostaną znów zepchnięte w dół drabiny społecznej przez głupich, agresywnych samców żadnych krwi, znaczy władzy, Władzy! Ale o tym sza! Dla durnego ludu trzeba chleba i igrzysk. Igrzyska mamy - piłkarskie w RPA a jakby ktoś chciał rodzimej areny - jest polityczna. Tylko jakoś z tym chlebem kiepsko, ale wódka jest tania, to damy radę. Stara (kobieta) coś skleci do żarcia, bo sprytna jest.
Niech mnie ktoś obudzi!!!
„Parytet - równy udział obu płci w gremiach decyzyjnych oraz systemy kwotowe czyli określony procentowo udział każdej z płci, jaki ma jej przypaść w obsadzie stanowisk, urzędów lub dostępie do zasobów; ma na celu skorygowanie istniejącej nierównowagi przede wszystkim w gremiach decyzyjnych lub w dostępie do rynku pracy, szkoleń lub w sferze zatrudnienia. Obecnie rozwiązania takie wprowadzone drogą przepisów prawnych obowiązują we Francji, Szwecji, Norwegii, Islandii i Hiszpanii. W Norwegii i Islandii trwa nawet debata o zniesieniu tych systemów „wspierających” z tego powodu, że spełniły one już swoją funkcję.
Według Rady Gospodarczej i Społecznej ONZ 30% udział we władzy ustawodawczej daje konkretnej grupie społecznej realny wpływ na podejmowane decyzje polityczne.”
Źródło: http://www.polskajestkobieta.org/index.php/?page_id=470
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz