Zainspirowana wczorajszą wieczorową dyskusją w szlachetnym damskim gronie, postanowiłam podzielić się z Wami przemyśleniami dotyczącymi spraw damsko męskich.
Każdy się zgodzi, że początki budowania relacji są najprzyjemniejsze. Najsłodsze uśmiechy, najgłębsze spojrzenia, przemyślane słowa, dobrana garderoba. Tak, tak, każdy stroszy piórka i śpiewa swoją zalotną pieśń. Chemia, natura, zwierzęcy magnetyzm.
Pierwsze spotkania, wzajemne poznawanie, flirt, kuszenie, badanie gruntu… Obie strony chcą wywrzeć dobre wrażenie i z każdym krokiem zdobywać więcej zaufania i sympatii…
Wydarzenia toczą się szybciej i jest coraz ciekawiej. Pojawia się spontaniczność, szaleństwo.
Podobno dość staroświecki, lecz mój ulubiony schemat, to oddanie inicjatywy mężczyźnie. Choć mam swoje zdanie, własne pomysły, jestem za równouprawnieniem i uważam, że obowiązkami należy się dzielić, to żadna ze mnie feministka. Sądzę, że kobieta prezentuje się najkorzystniej będąc właśnie damą, nie nadętą, nadąsaną pannicą, ale kobietą z klasą, a mężczyzna, będąc kulturalnym dżentelmenem. Wiem, że nie zawsze i nie wszędzie się tak da, ale w chwili spokoju i przyjemności, czemu by nie? Wrócę jednak do tematu.
Gdy już on zacznie prowadzić grę to szybko staję się równorzędną partnerką w tej zabawie(ja i nie tylko ja, wiele kobiet podejmuje wyzwanie i nie pozostaje biernym obiektem uwielbienia). Tak to sobie trwa i kotek goni myszkę, raz jest już tuż, a raz daleko, ale w końcu polowanie wieńczy sukces. I co… I nasz łowca zamiast zacząć cieszyć się zdobyczą wpada w panikę i bladego pojęcia nie ma co teraz z rzeczoną schwytaną zrobić. Kończy się zatem tak, że myśliwy wypuszcza ofiarę z rąk i zawstydzony, tudzież zmieszany, zastraszony, czy znudzony zmyka gdzie pieprz rośnie. A myszka? To zależy. Jedne szlochając chowają się w kąt, inne biegną sobie dalej niestrudzenie, a jeszcze inne okazują się iście drapieżnymi kocicami. Koty zaś jak wiadomo chodzą własnymi ścieżkami.
Panie i Panowie, zanim zacznie się ta słodka zabawa, pomyślcie odrobinę i zastanówcie się co będzie dalej. Czy gracie tylko po to by grać, czy po to by wygrać? Czy to forma sportu (który mnie osobiście na przykład nie bawi), czy poszukiwanie kogoś z kim chcemy zbudować związek. Bo to co jest dalej bywa znacznie ciekawsze niż gra wstępna. Powodzenia.
4 komentarze:
panowie wypuszczaja zdobycze tylko wtedy gdy nie zalezy im na partnerce. Jezeli facet sie zakocha, to nie ma bata! I jezeli ta kocica go kreci to nie pozwoli jej odejsc. Nie wypusci jej ze swoich pazurow. Uciekaja ci, ktorzy nie dbaja, ktorym nie zalezy na danej babce. Oczywiscie pod przykrywka tlumaczen, ze "cos tam cos tam" Np: nie zasluguje na Ciebie, nie szukam stalego zwiazku i inne wykrety. Bo ktora fajna babka (w swoim mniemaniu oczywiscie) uwierzylaby w prawde, ze nie kreci az tak faceta aby ten zechcial z nia tworzyc zwiazek.
Bywa także, że to kobieta nagle zaczyna się czegoś bać. Większego czy mniejszego zaangażowania, czy ot po prostu, jako że zmienną jest - odechciewa jej się. I wtedy mimo że facet jest zdecydowany walczyć, musi się poddać. Dobrze o tym wiem, Miss Admiral. Lepiej, niżbym chciał nawet...
Anonimowy, ja jestem w stanie zrozumieć, że mimo początkowej fascynacji bajka kończy się zanim się zacznie, ale lubię wiedzieć na czym stoję. Zdecydowanie wolę to powiedzieć drugiej stronie, lub usłyszeć, bo wtedy można przejść do zupełnie sympatycznej relacji koleżeńskiej, lub kulturalnie się pożegnać. Moim zdaniem to lepsze nić pozostawianie po sobie negatywnych emocji.
Witam, My Captain i dziękuję za komentarz.
Budowanie relacji międzyludzkich to nie musi być gehenna. Lęk przed zaangażowaniem, zwłaszcza gdy ma się za sobą silne przeżycia, to zupełnie naturalny odruch i można nad tym pracować. Co innego gdy druga strona traci chęć na kontynuowanie znajomości. Faktycznie wówczas nie za wiele można zwojować.
Moja wypowiedź dotyczyła właśnie tej opcji, gdy coś się nie zgrywa. Ze smutkiem zauważam, że ucieczka bez wyjaśnień to najczęściej stosowana metoda. Według niektórych oszczędza to bólu, według mnie świadczy o braku dojrzałości.
P.S. Oj wsadziłam kij w mrowisko.
Prześlij komentarz