piątek, 18 września 2009

Kocie opowieści: Historia prawdziwa o piątku 13 i czarnym kocie.

Był czwartek, 12 marca 2009, położyłam się spać późno, koło północy, mimo iż następnego dnia miałam pracę a po południu wyjazd do Białegostoku.

Złapałam pierwszy sen. Wiecie jaki, ten najsłodszy, ciepły i odprężający... Wrzask! Obudził mnie koci wrzask, koci płacz, głośna skarga. Zerwałam się na równe nogi. Mój kot miewa problemy ze zdrowiem i znam takie dźwięki aż za dobrze. Kocura nie było w zasięgu wzroku, znalazłam go w przedpokoju gapiącego się w drzwi. Zza drzwi dochodziła serenada pełna żalu. Przez wizjer sprawcy zamieszania nie wypatrzyłam, ale jak tylko je uchyliłam do domu z impetem wpadło mi małe i czarne jak noc kocie. Jak się potem okazało śliczna i bardzo przyjazna Ona. Piękny piątek trzynastego, pierwsza w nocy, z czarną kocicą buszującą w kuchni. Przespacerowałam się po klatce schodowej, ale nikt nie szukał zwierzaka, wywiesiłam zatem kartkę z notką informacyjną i udałam się do domu. Mała czarna pieszczocha spędziła noc u mnie. Całe szczęście następnego dnia odnaleźli się właściciele zguby. Wyspana absolutnie nie byłam, bo mała płakała jak się ją samą zostawiło, a Loki najpierw był nią zainteresowany, a potem dla świętego spokoju ewakuował się pod łóżko. Oto cała przygoda.

P.S. A piątki 13 dalej są moimi ulubionymi dniami w roku!!!

J.

Brak komentarzy: