Moje myśli znów krążą wokół ludzi, którzy są obok mnie… Naszych relacji i tego co z nich wynika. Miałam w ten weekend niewątpliwą przyjemność uczestniczyć w wieczorze panieńskim panny z LAJAK`ów. W zasadzie nie tylko uczestniczyć, ale i solidnie się przyłożyć do jego organizacji, co także sprawiło mi ogromną radość. Choć czasu było mało a towarzystwo było trudne do ogarnięcia to nasz duet kreatywny osiągnął efekt nadspodziewanie dobry. Nie będę się jednak rozpisywała o kobiecych figlach i szaleństwie do białego rana ani o tym, że pierwszego dnia impreza skończyła się w zupełnie nieprzewidziany, acz niezwykle wesoły sposób, a później trwała w najlepsze... Nie tym razem… Dla mnie jest najważniejsze to, że przyszła Panna Młoda jest szczęśliwa. Tym bardziej, że ta odrobina szczęścia, jak na mój gust, bardzo jej pomogła w tym stresującym okresie.
Dziwię się bardzo, naprawdę z ręką na sercu, jak osoby postronne mogą uprzykrzać innym życie, świadomie, bądź mimo woli. W przypadku mojej znajomej jej wrogiem stały się lokalne zwyczaje ślubne. Dla mnie sprawa niepojęta. W końcu ślub to ceremonia łącząca DWOJE ludzi. Z różnych rodzin, z różnych światów, ale to dzień dla Niej i dla Niego. Jeden z najważniejszych momentów w życiu. Jestem w stanie zrozumieć przywiązanie do tradycji, zwłaszcza przez rodziców i dziadków, ale nie przez młodych ludzi, którzy uparcie rzucają kłody pod nogi przyszłej parze młodej… Przykro na to patrzeć. Na to , jak ktoś uparcie próbuje się lansować kosztem cudzego szczęścia, pcha się tam gdzie nie powinien, w niepojęty sposób osiąga cel, pyszni się tym i uparcie będzie sprawiać kłopoty. Panna Kłopot nie wie jednak o jednej drobnej rzeczy, że na jej drodze nie stoi już jedna zgubiona dusza, a trójka LAJAK`ów i nasza w tym głowa by wszystko poszło w Tym Dniu jak należy :)
Dziwię się bardzo, naprawdę z ręką na sercu, jak osoby postronne mogą uprzykrzać innym życie, świadomie, bądź mimo woli. W przypadku mojej znajomej jej wrogiem stały się lokalne zwyczaje ślubne. Dla mnie sprawa niepojęta. W końcu ślub to ceremonia łącząca DWOJE ludzi. Z różnych rodzin, z różnych światów, ale to dzień dla Niej i dla Niego. Jeden z najważniejszych momentów w życiu. Jestem w stanie zrozumieć przywiązanie do tradycji, zwłaszcza przez rodziców i dziadków, ale nie przez młodych ludzi, którzy uparcie rzucają kłody pod nogi przyszłej parze młodej… Przykro na to patrzeć. Na to , jak ktoś uparcie próbuje się lansować kosztem cudzego szczęścia, pcha się tam gdzie nie powinien, w niepojęty sposób osiąga cel, pyszni się tym i uparcie będzie sprawiać kłopoty. Panna Kłopot nie wie jednak o jednej drobnej rzeczy, że na jej drodze nie stoi już jedna zgubiona dusza, a trójka LAJAK`ów i nasza w tym głowa by wszystko poszło w Tym Dniu jak należy :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz