Ciąża mija mi szybko, zdrowo i bez większych ekscesów, choć oczywiście są pewne drobiazgi, które już teraz zmieniają zauważalnie moje życie.
Poza rosnącym brzuszkiem, a co za tym idzie totalna zmianą koordynacji ruchowej robi mi się ciasno w butach. Zawsze kochałam chodzić boso, a już teraz to szczególnie niechętnie patrzę na kryte buty, niestety czasem trzeba je włożyć...
Dziś jednak wybitnie dokuczyło mi co innego - mała ilość snu. Zawsze byłam śpiochem i lubiłam spać tak długo jak się tylko da. Niestety teraz się nie da, bo mój syn jeszcze siedząc w brzuszku domaga się regularnych śniadań i tylko wrzucenie czegoś na żołądek daje mi możliwość złapania jeszcze chwili snu. Do tego dochodzą regularne nocne pobudki, gdy wybijam się ze snu i przez godzinę, czy dłużej oka zmrużyć nie mogę po prostu. Cóż, położna tłumaczyła nam, że tak to w tym ostatnim okresie jest, organizm powoli się przestraja i śpi się coraz mniej. Zresztą o długim głębokim śnie możemy na kilka lat zapomnieć... no może nie lat, niemniej na długo.
No ale dziś to wybitnie odczuwam niedobór snu i żadna kawa mnie już nie uratuje. Tylko drzemka. No, ale na to w tej chili nie ma szans.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz