poniedziałek, 27 września 2010

do przodu

No dobra, przyznam szczerze, że ostatnie smuteczki jakie zawitały na bloga były spowodowane tyleż moim nastrojem, co po prostu fatalnym stanem zdrowia, a jak to w AZS bywa za nawrotem krok w krok idzie depresja, ale mnie tylko musnęła ta siła nieczysta.
Moje nastawienie całkowicie zmienił weekend spędzony u boku człowieka, który na zbytnie rozczulanie się nad sobą po prostu mi nie pozwala. Nie żeby nie docenił powagi sytuacji, ale ta siła spokoju i pewność podziałała na mnie jak prozac i relanium w jednym. Ot, potęga miłości!
Za co niniejszym dziękuję.
Teraz zaś oddalę się brać za łeb kosmiczny problem jakim raczono mnie wbrew woli obarczyć…

Brak komentarzy: