Rzeczywistość w jakiej przyjdzie nam żyć kształtuje nas lepiej niż jakakolwiek szkoła. Jak o tym myślę, to z wykształcenia jestem prawnikiem, całe szczęście, bo nieznajomość prawa szkodzi, nawet zwykły obywatel, nawet ten bez matury, szaraczek z dołu "drabiny społecznej" nie może tłumaczyć się nieznajomością prawa. Prawo obowiązujące w naszym Państwie dotyczy każdego, nawet tego kto nigdy w życiu o danym przepisie nie słyszał. Osobiście uważam, że to niesprawiedliwe, bo nawet wykształcony prawnik nie jest w stanie opanować wszystkich obowiązujących przepisów z wszystkich gałęzi prawa. A co dopiero zwykły człwoiek, który nawet nie wie w którym kodeksie szukać odpowiednich zapisów, a jesli nawet, to ich po prostu nie rozumie. Stąd uważam, że nieznajomość prawa powinna być w jakimś stopniu czynnikiem łagodzącym. Fakt, że wówczas każdy by się nią zasłaniał, ale czystą abstrakcją jet wymagać od każdego Polaka tego samego czego od absolwenta wydziału prawa.
To niestety nie jedyna dziedzina wiedzy niezbędna do życia przeciętnemu człowiekowi. Równie powszechnie obowiązująca jest wiedza z zakresu medycyny. Nie zliczę ile razy lekarz się mnie pytał "co Pani jest?", a jak z rozbrajającą szczerością odpowiadałam, że "nie wiem, nie skończyłam medycyny", to robił głupią minę. Niejednokrotnie zdarzyło mi się niestety poszukiwać diagnozy na własną rękę i co ciekawe dość trafnie celować.
Ponad pół roku temu miałam taką dziwną wysypkę w okolicy nerek. Przestraszyłam się, że to półpasiec, ale, że zaczęło samo ustępować i nic poza wysypką się nie działo lekarz powiedział mi tylko, że jak zacznie mnie to boleć, mam przyjść po heviran... Pół roku później wywaliła mi opryszczka... Po drodze coś po mnie latało i myślę, że to był cały czas ten sam wirus, niezdiagnozowany i zignorowany był wyciszany tylko przez leki na AZS. W końcu wybuchł, a z konsekwencjami pośrednio borykam się do dziś.
Nie pamiętam też, by którykolwiek lekarz przepisując mi antybiotyk zapytał, bądź wspomniał o antykoncepcji. Gdyby nie to, że sama z siebie wiem, że antybiotyk niweluje działanie "pigułki", pewnie chodziłabym już z brzuszkiem. Cóż, a może to utajniony element polityki prorodzinnej?
Dorzucę jeszcze przykład od znajomej chorej na cukrzycę. Za każdym razem kiedy np. się przeziębi, mimo, że mówi o tym, że jest cukrzykiem, dostaje leki, w których na ulotkach jak byk stoi, że nie może ich stosować. Nie rozumiem, lekarze ich nie czytają, nie wiedzą co zapisują? Paranoja.
Kwestę wizyty u specjalisty dziś odpuszczę, nie chcę się stresować. Każdy kto leczył, czy próbował leczyć się państwowo - wie jaka to ciekawa, emocjonująca i niebezpieczna dyscyplina sportów ekstremalnych.
Kim jeszcze musi być statystyczny polak? Prawnikiem, lekarzem? Odpuszczę na chwilę swoje marzenia o równouprawnieniu w dzieleniu się obowiązkami i podsumuję to ogólnie rzezc biorąc wedle płci.
Każdy mężczyzna obowiązkowo jest złotą rączką, czyli mechanikiem, hydraulikiem, elektrykiem, murarzem, malarzem, informatykiem i pewnie jeszcze nierzadko tatą, mężem, czy kochankiem, najlepiej by do tego jeszcze czasami stawał się też dla swojej kobiety księciem z bajki! Że już o psychiatrze nie wspomnę ;)
Za to kobieta obowiązkowo jest kucharką, dietetyczką, sprzątaczką, kosmetyczką, manikiurzystką, fryzjerką, czasem szewcem i krawcową, nierzadko jubilerem, matką, nianią, żoną i kochanką, a poza tym musi mieć styl, urodę i klasę, czyli być po trosze damą i księżniczką. Naturalnie musi być również seksuologiem i dobrym znawcą męskiej oraz dziecięcej psychiki :)
Ufff... To dopiero jest wszechstronne wykształcenie!!! Bez tego niestety nie da się w naszym pięknym kraju żyć, bo przeciętnego obywatela po prostu na co dzień nie stać na usłkugi wyżej wymienionych fachowców.
Jesteśmy genialnym narodem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz