czwartek, 9 września 2010

Kocie opowieści: "Nie będę tego jadł"

Kocie apetyty bywają jak wiadomo różne. Słyszałam o kocich niejadkach i o kocich tłuściochach, mój osobisty kotołak plasuje się raczej w tej dobrze odżywionej grupie. Poza tym, że jest naprawdę dużym kocurem (stąd pseudonim) , ma puchate, pręgowane futro z gęstym podszerstkiem i długim włosem, co jeszcze potęguje efekt wielkości zwierzaka. Na świat zerka migdałowymi, czujnymi ślepiami w kolorze oliwki i dumnie stroszy kilkunasto centymetrowej długości wibrysy (dla laika – wąsy). Niemniej uczciwie powiem, że brzuszek, niestety też ma.
Kotołak mój zjeść lubi, ma swoje ukochane smakołyki, na pierwszym miejscu jest surowe mięso z kurczaka, na drugim mleko chude, na trzecim papryka czerwona na równi z pomidorem. Nie znam drugiego kota, który mając okazję „ukraść” coś z talerza przedkłada plasterek pomidorka nad świeżą szynkę, mój owszem. Poza tym kotołak robi za tester wszelkich wędlin, połową wzgardza, zatem skupiam się na tych, które pałaszuje ze smakiem. Kotołak mój przez wiele swych kocięcych lat nie jadał mokrej karmy. Za nic na świecie. Ostatecznie zlizywał sos lub galaretkę z tych podejrzanych kawałków. Mimo tej niechęci co jakiś czas kupowałam saszetkę testując, czy może to mu zasmakuje i udało się wyłowić kilka takich produktów. Niemniej sucha karma jest podstawą żywienia mojego zwierzaka. Szanowny kot zazwyczaj nie grymasi przy tych kocich chrupkach, ale dosłownie dwa razy zdarzyło mu się odmówić jedzenia. Pierwszą trefną karmę kupiłam w budce dla zwierzaków. Kot mój nawet nie chciał jej powąchać, dwa dni nie jadł i wył o cokolwiek innego. Pękłam. Zmieniłam karmę, a niechciane jedzonko zawiozłam na działkę, gdzie wszystkożernych kocich dzikusów jest kilka. Są w stanie pochłonąć wszystko i w każdej ilości. Poza tą karmą. Nią nawet bezdomne wychudzone koty pogardziły. Coś musiało być bardzo nie tak. Po raz drugi kotołak zastrajkował wczoraj. OK., przyznaję kupiłam byle tanie coś i znów muszę wysłuchiwać potępieńczego „miauuuuu” przy lodówce. W akcie desperacji kotołak pożarł całą nałożoną porcję mokrej karmy. Czeka mnie zatem kolejna wycieczka po kocią karmę. Mam nadzieję, że na tym kocie fochy się skończą. Miau.

Brak komentarzy: