czwartek, 18 marca 2010

Szklanka nadciąga, bez humoru...

Szklana pogoda, szklista, szara, przejmująco chłodna, wilgotna w ten kleisty sposób, obłazi człowieka. Wdziera się w duszę i przejmuje do szpiku kości. Czuję jak rozpływa się moja siła, martwieję od tej szarości. Tak bardzo tęsknię za wiosną…


Źle mi z tym chłodem. Brak mi ciepełka w środku. Ale już jutro, najdalej pojutrze, mam nadzieję, rozpali się ta iskierka migocząca gdzieś we mnie. Nie mogę się doczekać tych barwnych, słonecznych, gorących emocji… Sama myśl o nich rozjaśnia lekko tą gęstą i ciężką szarówkę.

Wiara w to, że w ukochanych ramionach nie dosięgnie Cię żadne zło tego, czy innego świata powoli oswobadza moją duszę z kajdanów smutku. Wiara poniekąd słuszna.

Brak komentarzy: