Kiedyś, podobno, tak słyszałam, dawno, dawno temu, żyli tacy wspaniali ludzie, tacy niezwykli mężczyźni, dla których dane przez nich słowo było jak najświętsza przysięga, a honor cenili bardziej niż życie.
Może to wszystko są bajki? Może tak naprawdę wszyscy bardzo byśmy chcieli by takie osoby istniały, a naprawdę nigdy ich nie było?
Dziś zadzwoniła do mnie znajoma, nie jakaś bliska, ale taka, którą zawsze lubiłam. Zadzwoniła w krępującej kwestii, z prośbą o pomoc... Bo oto jej książę z bajki także okazał się łotrem. I za nic ma swoje własne słowa, przysięgi, czy choćby zwykłe poczucie przyzwoitości. Gardzę takimi gnidami, po prostu gardzę. Dlaczego tak ostro? Nie dość, że porzuca kobietę, którą rzekomo kochał, nie dość, że zostawia ją bez środków do życia, to jeszcze porzuca własne dziecko i jest mu dalece obojętne co się z nimi stanie. Sypnie w oczy paroma groszami, na odczep się, nie dość by z tego żyć, lecz dość na pokaz i uważa, że spłacił swój dług. Żenujące. Taki całkowity brak odpowiedzialności za własne czyny. To nie jest jakaś cholerna gra, w której mamy kilka żyć, możemy wgrać save`a, zresetować i zaczynać na poziomie zero. To tak nie działa. To nie zabawa, to prawdziwe życie, żywi, czujący, myślący, często niewinni ludzie, realne problemy, potrzeby i realne cierpienie. Realny ból. Wiem o czym mówię.
Przez takie sytuacje tracę wiarę w ludzi. Nie ufam do końca, nie wyrażam siebie, nie odkrywam kart, nawet jeśli tak to z pozoru wygląda. Tęsknię za tą naiwnością i ufnością, którą mi odebrano. Za tymi różowymi okularami przez które patrzyłam na świat.
Ciężko jest w takiej chwili zachować wiarę w szczęście, ciężko mieć nadzieję, że spotka mnie jeszcze w życiu prawdziwa radość, ciężko jest zaufać i kochać. Wiem, że warto i bardzo bym chciała mieć tą pewność, że mam u boku człowieka honoru. Aż boję się mieć tą nadzieję...
Może to wszystko są bajki? Może tak naprawdę wszyscy bardzo byśmy chcieli by takie osoby istniały, a naprawdę nigdy ich nie było?
Dziś zadzwoniła do mnie znajoma, nie jakaś bliska, ale taka, którą zawsze lubiłam. Zadzwoniła w krępującej kwestii, z prośbą o pomoc... Bo oto jej książę z bajki także okazał się łotrem. I za nic ma swoje własne słowa, przysięgi, czy choćby zwykłe poczucie przyzwoitości. Gardzę takimi gnidami, po prostu gardzę. Dlaczego tak ostro? Nie dość, że porzuca kobietę, którą rzekomo kochał, nie dość, że zostawia ją bez środków do życia, to jeszcze porzuca własne dziecko i jest mu dalece obojętne co się z nimi stanie. Sypnie w oczy paroma groszami, na odczep się, nie dość by z tego żyć, lecz dość na pokaz i uważa, że spłacił swój dług. Żenujące. Taki całkowity brak odpowiedzialności za własne czyny. To nie jest jakaś cholerna gra, w której mamy kilka żyć, możemy wgrać save`a, zresetować i zaczynać na poziomie zero. To tak nie działa. To nie zabawa, to prawdziwe życie, żywi, czujący, myślący, często niewinni ludzie, realne problemy, potrzeby i realne cierpienie. Realny ból. Wiem o czym mówię.
Przez takie sytuacje tracę wiarę w ludzi. Nie ufam do końca, nie wyrażam siebie, nie odkrywam kart, nawet jeśli tak to z pozoru wygląda. Tęsknię za tą naiwnością i ufnością, którą mi odebrano. Za tymi różowymi okularami przez które patrzyłam na świat.
Ciężko jest w takiej chwili zachować wiarę w szczęście, ciężko mieć nadzieję, że spotka mnie jeszcze w życiu prawdziwa radość, ciężko jest zaufać i kochać. Wiem, że warto i bardzo bym chciała mieć tą pewność, że mam u boku człowieka honoru. Aż boję się mieć tą nadzieję...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz