Warszawskie metro nie jest może duże, w tej chwili istnieją raptem 22 stacje, ułożone niemal w prostej linii, a przejazd między skrajnymi punktami trwa mniej niż 40 minut. Nasze metro leży płytko, tuż pod powierzchnią, pod główną arterią miejską. Czasem przecieka, widać to szczególnie dobrze na stacji, o ironio, Politechnika… Czasem potrafi zmylić podróżnych, na stacji Centrum. Czasem pozytywnie zaskakuje otwartymi bramkami. Nie jest to szczególnie okazała linia, niemniej niezwykle ułatwia mi życie. Ciężko mi sobie wyobrazić podróżowanie w inny sposób, choć czasem mi się zdarza przesiąść do komunikacji naziemnej, to tak daleko jak się da staram się dojechać metrem. Odkąd jednak plagą naszej ery stał się terroryzm… Nie raz zastanawiałam się co by było gdyby… Dziś znów się nad tym zastanawiam.
Dziś zastało zaatakowane metro w Moskwie… Kilkadziesiąt zupełnie niewinnych osób, kobiet, mężczyzn, dzieci, przypadkowych ludzi jadących do pracy, do szkoły, przedszkola, sklepu, może do domu… Oni nie dotrą tam już nigdy. Dwa wybuchy, na dwóch stacjach głównych, w centrum miasta. Trzeci nie potwierdzony. Ładunki zdetonowane za pomocą niewinnego, prostego urządzenia, które ma przy sobie każdy. Przez telefon komórkowy… Dezorientacja. Zamknięty teren. Zabici i ranni. Panika.. Strefa poza zasięgiem… Próby linczu Kaukaskich „podejrzanych”… Ludzie szukający swoich bliskich, którzy mogli tam być. W mediach huczy. Kto? Dlaczego? Jaki to był ładunek, czy był pożar? Jak z tym walczyć pod ziemią? Czy służby ratownictwa i porządkowe dadzą radę. Ciemne tunele, kilka wyjść. Zniszczenia, wydobywanie rannych… Straszne. Dobrze, że ładunków nie zdetonowano podczas jazdy pociągów, w głębi tuneli…
Dwukrotnie miałam w Warszawskim metrze przygody, które zapadły mi na długo w pamięć. Raz, jesienną porą już, bo było zimno i ciemno wchodzę wieczorem do metra i czekam. Wtedy na stacji zapada półmrok. Komunikaty informują o tym, że jest awaria i metro nie kursuje. Jak się później okazało była awaria prądu na całym Mokotowie. Miasto utonęło w mroku. Jedynie żarzące się czerwienią światła stopu samochodów rozświetlały ciemność. Ale to nie było jeszcze tak niepokojące. Innym razem było bardziej przejmująco… Późna wiosna, lub lato, piękna, słoneczna pogoda. Wyszłam z pracy i szłam w stronę metra. Były straszne korki. Pewnie wypadek w centrum, w końcu to niedaleko… Wszystko stało. Nie bardzo wiedziałam co się dzieje. Wsiadłam do metra. Przejechałam jedną stację, prawie… kolejka zwolniła, zgaszono połowę świateł, powoli wtoczyliśmy się na stację Pole Mokotowskie, tam także panował półmrok. Merto leniwie wtoczyło się na peron. Ludzie byli zaniepokojeni, ale nikt nie panikował. Najpierw z głośników puszczono komunikat, że to już koniec trasy i obsługa prosi o spokojne opuszczenie wagonów oraz stacji, dopiero wówczas otwarto drzwi wagonów. Na stacji powtarzana była prośba o spokojne przejecie do wyjścia. Ludzie faktycznie byli spokojni, choć podenerwowani. Gdy wyszłam na zewnątrz każdy miał przy uchu telefon. Z rozmów wynikało, że jest podejrzenie podłożenia bomby w centrum. Jeden punkt, Metro Centrum. I całe miasto stoi. Korek. Ani autobusy, ani tramwaje, ani metro nie kursowały. Widok surrealistyczny. Środek dnia. Do domu wróciłam na piechotę. Zanim dotarłam do celu wznowiono ruch. Fałszywy alarm sparaliżował miasto…
W Moskwie niestety nie było fałszywego alarmu. Wydawałoby się, że żyjemy w bezpiecznych czasach. Jednak wobec współczesnej technologii i „ideologii terrorystów” jesteśmy bardziej bezbronni niż kiedykolwiek.
Dziś zastało zaatakowane metro w Moskwie… Kilkadziesiąt zupełnie niewinnych osób, kobiet, mężczyzn, dzieci, przypadkowych ludzi jadących do pracy, do szkoły, przedszkola, sklepu, może do domu… Oni nie dotrą tam już nigdy. Dwa wybuchy, na dwóch stacjach głównych, w centrum miasta. Trzeci nie potwierdzony. Ładunki zdetonowane za pomocą niewinnego, prostego urządzenia, które ma przy sobie każdy. Przez telefon komórkowy… Dezorientacja. Zamknięty teren. Zabici i ranni. Panika.. Strefa poza zasięgiem… Próby linczu Kaukaskich „podejrzanych”… Ludzie szukający swoich bliskich, którzy mogli tam być. W mediach huczy. Kto? Dlaczego? Jaki to był ładunek, czy był pożar? Jak z tym walczyć pod ziemią? Czy służby ratownictwa i porządkowe dadzą radę. Ciemne tunele, kilka wyjść. Zniszczenia, wydobywanie rannych… Straszne. Dobrze, że ładunków nie zdetonowano podczas jazdy pociągów, w głębi tuneli…
Dwukrotnie miałam w Warszawskim metrze przygody, które zapadły mi na długo w pamięć. Raz, jesienną porą już, bo było zimno i ciemno wchodzę wieczorem do metra i czekam. Wtedy na stacji zapada półmrok. Komunikaty informują o tym, że jest awaria i metro nie kursuje. Jak się później okazało była awaria prądu na całym Mokotowie. Miasto utonęło w mroku. Jedynie żarzące się czerwienią światła stopu samochodów rozświetlały ciemność. Ale to nie było jeszcze tak niepokojące. Innym razem było bardziej przejmująco… Późna wiosna, lub lato, piękna, słoneczna pogoda. Wyszłam z pracy i szłam w stronę metra. Były straszne korki. Pewnie wypadek w centrum, w końcu to niedaleko… Wszystko stało. Nie bardzo wiedziałam co się dzieje. Wsiadłam do metra. Przejechałam jedną stację, prawie… kolejka zwolniła, zgaszono połowę świateł, powoli wtoczyliśmy się na stację Pole Mokotowskie, tam także panował półmrok. Merto leniwie wtoczyło się na peron. Ludzie byli zaniepokojeni, ale nikt nie panikował. Najpierw z głośników puszczono komunikat, że to już koniec trasy i obsługa prosi o spokojne opuszczenie wagonów oraz stacji, dopiero wówczas otwarto drzwi wagonów. Na stacji powtarzana była prośba o spokojne przejecie do wyjścia. Ludzie faktycznie byli spokojni, choć podenerwowani. Gdy wyszłam na zewnątrz każdy miał przy uchu telefon. Z rozmów wynikało, że jest podejrzenie podłożenia bomby w centrum. Jeden punkt, Metro Centrum. I całe miasto stoi. Korek. Ani autobusy, ani tramwaje, ani metro nie kursowały. Widok surrealistyczny. Środek dnia. Do domu wróciłam na piechotę. Zanim dotarłam do celu wznowiono ruch. Fałszywy alarm sparaliżował miasto…
W Moskwie niestety nie było fałszywego alarmu. Wydawałoby się, że żyjemy w bezpiecznych czasach. Jednak wobec współczesnej technologii i „ideologii terrorystów” jesteśmy bardziej bezbronni niż kiedykolwiek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz