Pisałam już, że znalazłam słuchawki? Chyba tak. Taki drobiazg, a cieszy mnie niezmiernie. Gdy tak się sama przemieszczam po mieście to muzyka jest dla mnie jak dobry napęd. Daje mi mnóstwo energii i sprawia, że podróż jest przyjemnością. Moim paliwem są zwłaszcza ostre gitarowe brzmienia i mocny rytm. Dzięki nim znika szarość dookoła, jestem w swoim świecie i cóż, zdarza mi się tracić kontakt z rzeczywistością. Nie raz słyszałam później, że ktoś znajomy mnie widział na ulicy a ja nie zareagowałam… Gorzej gdy tak się skupię na muzyce i szybkim kroku, że czasami nie wiem, jak dotarłam z punktu A do B. Szczęście, że wyrobiłam sobie bezwarunkowy odruch dokładnego oglądania się na przejściach dla pieszych.
Po szczęśliwym odzyskaniu słuchawek zgrałam nową rockową, no po prawdzie to bardziej heavy metalową, playlistę i po drodze do pracy ucięłam sobie spacerek by się nią nacieszyć. Pozytywnie było, bardzo pozytywnie. Mimo, że wokół szaro, buro, topniejący czarny od spalin śnieg odkrywa kakaowy świat, jednym słowem wokół masakra, to mi humor dopisywał. Żeby nie zlać się z tą szarą masą wskoczyłam w czerwony płaszczyk, całości stroju dopełniały czerwone dodatki, czarna torba i kozaki. Kluczyłam między kałużami nie tracąc tempa gdy kątem oka zarejestrowałam nietypowy ruch na ulicy, chyba jakiś spory samochód zwolnił nagle, ale, że spieszyłam się do pracy nie zwolniłam kroku. Skręciłam już w większą ulicę i właśnie zaczęłam się irytować taśmami zagradzającymi chodnik, które pojawiły się kilkanaście metrów przede mną. Na chwilę zwolniłam kroku przed wyjazdem z bocznej ulicy rozważając, czy przedzierać się pod taśmami, czy przebijać się na drugą stronę jezdni, gdy moje myśli przerwała inna przeszkoda. Z głównej ulicy zjechał samochód i zagrodził mi drogę. Terenówka, spora. Przez otwarte okno uśmiecha się jakiś facet. W pierwszej chwili myślałam, że to mój znajomy z tawerny, kilka miesięcy go nie widziałam. Ale nie. Może o drogę chce zapytać, wczoraj dwie osoby zaczepiały mnie w tej sprawie, muszę w tym płaszczu wyglądać jakoś niesłychanie inteligentnie, czy co? Wyjęłam słuchawki z uszu, „Słucham?”. No i zaskoczenie. Pan wcale nie pyta o drogę. Pan przeprasza, że w takiej formie, że zaczepia w ten sposób, i tak niezręcznie, ale pyta, czy dam się zaprosić na chociaż jedną małą kawę. Generalnie dużo mówi i faktycznie jest dość speszony, nie mniej niż ja zresztą. Grzecznie podziękowałam za komplementy i zaproszenie, za propozycję podwiezienia także. Pan się bardzo zmartwił tym, że jestem już zajęta, ale i tak łatwo nie spasował. Całe szczęście został szczodrze otrąbiony przez próbującego wyjechać kierowcę, co dało mi okazję by się pożegnać i czmychnąć pod zabezpieczające chodnik taśmy. Zaczyna się wiosna, ewidentnie wiosna. Play – i wracam do mojego świata. Nie powiem, bardzo mi miło, że zwracam na siebie uwagę, jednak gdyby podobna historia przytrafiła mi się wieczorową porą to bym się przestraszyła. A tak moje kobiece ego zostało podkarmione, a piątek zaczął się bardzo ciekawie.
P.S. Chyba dziś naprawdę przyciągam wiosnę. Przed chwilą musiałam pofatygować się do innego gmachu mojej drogiej instytucji i w wejściu pan mundurowy także okazał się jakiś taki czarujący. Mimo, że tym razem nie maszerowałam dziarskim krokiem, to jednak zjawiłam się w wejściu z uśmiechem numer 5, szukając przepustki po kieszeniach płaszcza. I właśnie mój płaszczyk spotkał się z miłym komplementem, a potem mowa była już o tym, jak to wszędzie buro i trzeba przełamywać tą szarzyznę żywym kolorem i uśmiechem. Gdyby tak jeszcze szef dał się oczarować tą wiosenną aurą, to byłoby idealnie.
Po szczęśliwym odzyskaniu słuchawek zgrałam nową rockową, no po prawdzie to bardziej heavy metalową, playlistę i po drodze do pracy ucięłam sobie spacerek by się nią nacieszyć. Pozytywnie było, bardzo pozytywnie. Mimo, że wokół szaro, buro, topniejący czarny od spalin śnieg odkrywa kakaowy świat, jednym słowem wokół masakra, to mi humor dopisywał. Żeby nie zlać się z tą szarą masą wskoczyłam w czerwony płaszczyk, całości stroju dopełniały czerwone dodatki, czarna torba i kozaki. Kluczyłam między kałużami nie tracąc tempa gdy kątem oka zarejestrowałam nietypowy ruch na ulicy, chyba jakiś spory samochód zwolnił nagle, ale, że spieszyłam się do pracy nie zwolniłam kroku. Skręciłam już w większą ulicę i właśnie zaczęłam się irytować taśmami zagradzającymi chodnik, które pojawiły się kilkanaście metrów przede mną. Na chwilę zwolniłam kroku przed wyjazdem z bocznej ulicy rozważając, czy przedzierać się pod taśmami, czy przebijać się na drugą stronę jezdni, gdy moje myśli przerwała inna przeszkoda. Z głównej ulicy zjechał samochód i zagrodził mi drogę. Terenówka, spora. Przez otwarte okno uśmiecha się jakiś facet. W pierwszej chwili myślałam, że to mój znajomy z tawerny, kilka miesięcy go nie widziałam. Ale nie. Może o drogę chce zapytać, wczoraj dwie osoby zaczepiały mnie w tej sprawie, muszę w tym płaszczu wyglądać jakoś niesłychanie inteligentnie, czy co? Wyjęłam słuchawki z uszu, „Słucham?”. No i zaskoczenie. Pan wcale nie pyta o drogę. Pan przeprasza, że w takiej formie, że zaczepia w ten sposób, i tak niezręcznie, ale pyta, czy dam się zaprosić na chociaż jedną małą kawę. Generalnie dużo mówi i faktycznie jest dość speszony, nie mniej niż ja zresztą. Grzecznie podziękowałam za komplementy i zaproszenie, za propozycję podwiezienia także. Pan się bardzo zmartwił tym, że jestem już zajęta, ale i tak łatwo nie spasował. Całe szczęście został szczodrze otrąbiony przez próbującego wyjechać kierowcę, co dało mi okazję by się pożegnać i czmychnąć pod zabezpieczające chodnik taśmy. Zaczyna się wiosna, ewidentnie wiosna. Play – i wracam do mojego świata. Nie powiem, bardzo mi miło, że zwracam na siebie uwagę, jednak gdyby podobna historia przytrafiła mi się wieczorową porą to bym się przestraszyła. A tak moje kobiece ego zostało podkarmione, a piątek zaczął się bardzo ciekawie.
P.S. Chyba dziś naprawdę przyciągam wiosnę. Przed chwilą musiałam pofatygować się do innego gmachu mojej drogiej instytucji i w wejściu pan mundurowy także okazał się jakiś taki czarujący. Mimo, że tym razem nie maszerowałam dziarskim krokiem, to jednak zjawiłam się w wejściu z uśmiechem numer 5, szukając przepustki po kieszeniach płaszcza. I właśnie mój płaszczyk spotkał się z miłym komplementem, a potem mowa była już o tym, jak to wszędzie buro i trzeba przełamywać tą szarzyznę żywym kolorem i uśmiechem. Gdyby tak jeszcze szef dał się oczarować tą wiosenną aurą, to byłoby idealnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz