czwartek, 4 lutego 2010

Partnerstwo po mojemu...

Jakiś czas temu krytykowałam instytucję związku pseudo partnerskiego, który jest taki wyłącznie z nazwy, nie zaś ze swej istoty. Jako, że rozważanie na ten temat wciąż zaprzątają mi głowę zaczęłam się zastanawiać czymże to moje wymarzone partnerstwo jest.
Powiedziałabym, że w budowaniu więzi niezbędny jest pewien ekstrawertyzm, otwarcie na drugą osobę i czerpanie radości z obcowania z nią/nim. Taki estrawertyzm połączony z chęcią współpracy, z niewymuszoną wzajemnością i pełnym zaufaniem. Partnerstwo jest też wiarą w to, że osoba, z którą jesteśmy chce dla nas dobrze i działa myśląc o nas a nie o sobie, swojej przyjemności, czy innej korzyści. Tyle się słyszy, że miłość to egoizm. Nie zgadzam się z tym. Egoista, gdy daje – traci, jest nieszczęśliwy, umie tylko zgarniać pod siebie i gromadzić... Ma związek, ale nie jest w związku. Osoba szczerze zakochana, z wzajemnocią – daje z siebie wszystko, bez wysiłku, bez zahamowań, daje i otrzymuje tyle samo, przez co jest szczęśliwa.
Dla wielu osób to może być hipokryzja. Dajesz i bierzesz, znaczy jesteś interesowna. Nie zupełnie, bo w idealnym układzie nie tyle biorę co jestem obdarowywana, uwagą, czasem, zainteresowaniem, troską, ciepłem, miłością. Hmmm piękna wizja, prawda?

Brak komentarzy: