poniedziałek, 22 lutego 2010

Człowiek człowiekowi mistrzem...

Kiedyś, dawno, dawno temu moja ówczesna bliska koleżanka dała mi czarno biała pocztówkę, na której zapisany był długi i piękny cytat. Niestety nie jestem sobie w stanie przypomnieć czyje to były słowa, ale pamiętam ich sens. Choć podobało mi się to przesłanie nie miałam pojęcia, że przyjdzie mi go świadome doświadczać.
Rzecz była o zdobywaniu doświadczenia poprzez poznawanie ludzi. O tym, że każdy człowiek jaki staje na naszej drodze, czy to bliski, czy obcy, czy życzliwy, czy wrogi, czy mądry, czy głupi, każdy nas czegoś uczy, każdy zostawia ślad i kształtuje nas w pewien delikatny sposób. Czy nam się to podoba, czy nie, czy chcemy tych życiowych lekcji, czy wręcz przeciwnie. Czasami dana osoba towarzyszy nam całe życie, czasami kilka lat, czasami tylko chwilę, ale pamięć o niej pozostaje w nas na zawsze. Faktycznie tak jest.
Całe życie poznajemy nowe osoby, podczas naszej edukacji, życia zawodowego, no i osobistego. Część z tych osób to szara masa, z czasem tracąca imię, twarz, to ogół, tło… Jakże istotne mimo wszystko, bez niego wszak nie umiemy odnaleźć sensu, nie mamy punktu odniesienia. Część z tych spotykanych osób stanowi istotne elementy naszego życia, są jak żywe, zielone wyspy, jak oazy szczęścia. Inni zjawiają się samowolnie czasem ze wsparciem, czasem w złych zamiarach, nie giną w szarym oceanie wspomnień są jak rafy, skały, prądy i pływy, wymuszają zmianę kursu, poruszają nas. Wybieramy spośród nich wszystkich osoby, z którymi chcemy być bliżej, którzy są dla nas w jakiś sposób bliscy, wartościowi, każdy ma swój osobisty klucz doboru otaczających go ludzi. Ja patrzę sercem, daję serce i serca szukam w innych. Nie zawsze wychodzi mi to na dobre, ale żyję w zgodzie ze sobą i dzięki temu się rozwijam.
To poznawanie ma jednak swoje mroczne strony. Gdyż ludzie są w ruchu, przychodzą i odchodzą, płyną swoim własnym nurtem. Czasami jest nam ze sobą po drodze, czasami płyniemy tym samym statkiem, ku tym samym celom, ale nie zawsze. Czasami nasz towarzysz decyduje się oddalić, szukać własnego szczęścia. Później wraca odmieniony, doroślejszy wspanialszy niż kiedykolwiek lub też tracimy go na zawsze z oczu.
Takie straty są bolesne, bardzo bolesne. Przeżyłam ich kilka. Z niektórymi się godzę, gdyż nie mam mocy sprzeciwić się śmierci. Przeciw innym się buntuję, bo uważam je za niesprawiedliwe, za krzywdzące, za niepotrzebne. Takie straty przeżyłam dwie i obydwie dotyczyły kobiet, moich niegdysiejszych przyjaciółek. Jednej z dawnych, młodzieńczych, magicznych lat i jednej z tych ostatnich cierpkich czasów. Były przy mnie w swoim czasie, bardzo bliskie, bardzo ważne, bardzo silne… Widać jednak ich rola w moim życiu dobiegła końca i nasze ścieżki się rozeszły. Dużo mi jednak dały i choć być może nie jest to odwzajemnione zawsze będą dla mnie wyjątkowymi i cennymi osobami.
Co ciekawe, nie buntuję się z powodu odejścia z mojego życia kilku mężczyzn. Myślę o tych, którzy w pewnym momencie byli mi bliscy od szczenięcych lat, po dorosłe życie. Wiele mi dali, i szczęścia i bólu, a każdy z nich był na swój sposób doskonałym nauczycielem… Może kiedyś było mi żal tych niespełnionych związków, ale wiem też, że dalsza relacja nie miałaby na nas dobrego wpływu. Są jednak moją lekcją, moją historią.
Nad tymi mrocznymi wspomnieniami górują jednak pełne życia i radości lata. Wśród zaufanych i oddanych ludzi, rodziny, przyjaciół. Wśród osób, które wydobywają ze mnie to co najlepsze. Takie doświadczenia motywują do tego by iść dalej i być przy moich najbliższych podczas ich osobistych zmagań.
Każda osoba pojawiająca się w naszym życiu zmienia nas nieodwracalnie. Im jest bliższa, tym głębsze i trwalsze są zmiany jakie w nas zachodzą. Może czasami warto przez wzgląd na to być odrobinę lepszym, bardziej cierpliwym, bardziej spokojnym… Bo w końcu my sami także jesteśmy elementem twórczym i zmieniamy świat, który nas otacza. Nieustannie.

Brak komentarzy: