piątek, 9 sierpnia 2013

Mały wielki gest.

Jakiś czas temu znajoma urodziła synka. Końcówkę ciąży miała ciężką, kiepsko się czuła, był też grany szpital, w domu remont ciągał się w nieskończoność, zatem stres na całego. Do tego upały, które wykańczają przeciętnego człowieka, a co dopiero ciężarówkę w przededniu finału. Udało mi się odwiedzić rzeczoną znajomą, zresztą pisałam o moich parkingowych wyczynach w trakcie tej wizyty w poście "Blondynka. Po prostu blondynka". Jako mama maluszka doskonale rozumiem z jakimi emocjami zmagała się wówczas przyszła mama i jakie emocje gotują się w niej teraz. Szczęśliwie i ona i jej dzieciątko są cali i zdrowi i niebawem się do nich wybieramy w odwiedziny. W międzyczasie jednak ruszyło mnie sumienie, bo przypomniałam sobie, że przecież oni mają jeszcze starszą córkę. W gorączce porodu, przed terminem i z komplikacjami mała musiała stresować się nie gorzej niż rodzice. Do tego wiem, że jako "przyjezdna" rzeczona mama nie ma tu rodziny i zaczęłam się zastanawiać, z kim  została mała. Wiem, że część czasu była przy rodzicach w szpitalu... Zatem napisałam do taty, że jeśli nie mają dla niej opieki, to weźmiemy ją pod skrzydło. Ot, spontaniczny gest. Wiedziałam, że opieka nad małą (no dobra, już nie taką małą, nad panienką w wieku szkolnym - podstawówko-wym), to nie byle co, ale w sumie się znamy i lubimy (my i mała), zatem jest jakiś punkt zaczepienia. Do zdarzenia ostatecznie nie doszło, ale tym prostym gestem wzruszyliśmy znajomych. Zakładam, że to w dużej mierze przez emocje towarzyszące przyjściu na świat potomka, niemniej pamiętają o tym, co jest samo w sobie miłe. Koniec końców jesteśmy umówieni, że w razie czego jesteśmy dla siebie na wzajem taką dziecięcą deską ratunku. Jak znam życie ta pomoc nie zostanie wykorzystana, ale zawsze istnieje pewne zaplecze, co daje mi jednak pewną dozę spokoju. Taka rodzicielska solidarność. Fajna sprawa. Mój synek będzie miał sympatycznego kolegę ;)

Brak komentarzy: