piątek, 30 sierpnia 2013

Antyreklama. Tekst dla czytelników powyżej 18 lat.

Jadę załatwić służbowa sprawę, służbowym samochodem z panem kierowcą. Gawędzimy sobie, w radiu cicho gra muzyka, aż tu nagle sielankę przerywa głośna reklama. Rozentuzjazmowana do granic histerii pani informuje w niej o super leku na infekcje intymne, na świąd, pieczenie i inne dolegliwości kobiecych miejsc intymnych. Przekaz  "myjcie się dziewczyny, bo nie znacie dnia i godziny". A potem jeszcze leki na hemoroidy, z ogłoszenia wynika, że wszak każdy ma, każdy się wstydzi i każdy powinien się w tej kwestii otworzyć... Robi się niezręcznie, ale za chwilę to już jest groteska, bo oto właśnie leci reklama środków na potencję i zwiększenie popędu u panów. No makabra. I to wszystko w biały dzień... W pracy. Dobrze, że nie w biurze. Taka akcja przy szefie albo co gorsza jakimś ważnym petencie to by dopiero było niezręczne. No już nawet radia słuchać się nie da bo Cię tymi reklamami zgwałcą.
W domu jest nie lepiej. Jak się dziecko nasłucha takich tekstów i zacznie drążyć temat, jak zawsze w najmniej odpowiednim miejscu i momencie, to dopiero kupa śmiechu będzie. Już to widzę, "mamo, a co to jest libido?", "tato, a Ty masz hemoroidy?".
Do tego jeszcze walące po oczach i uszach, "kup, kup, pożycz, natychmiast, promocja, kupuj"... I to coraz mniej smaczne jest, coraz bardziej wulgarne, nachalne i denerwujące. To chyba jakiś nowy trend jest, zirytować i=odbiorcę, to zwróci uwagę. Tyle, że ja takie wkurzające produkty to będę szerokim łukiem omijać.
Ta sieczka reklamowa tak zaśmieciła eter, że wieczorami dla relaksu z coraz większym przekonaniem zamiast radia słucham płyt, zamiast oglądać programy w  telewizji czytam książki (zawsze czytałam, ale ostatnimi czasy zjawisko się nasila) lub oglądam filmy bez reklam. Nawet mój ukochany telemaniak zaczyna już być zmęczony tym co wrzeszczy z ekranu i zaczyna się zastanawiać po co nam telewizja...

Tak to reklama, która ma być dźwignią handlu powoduje, że przesyceni nią konsumenci odcinają się od jej źródeł.

Brak komentarzy: