Mimo medialnego szumi wokół urlopów ojcowskich, czy tak zwanych "tacierzyńskich" i tego całego bumu na równouprawnienie to wszystko w dalszym ciągu jest pic na wodę. Choćby dlatego, że urlopy ojcowskie odbywają się kosztem macierzyńskich. Zatem tylko i wyłącznie wtedy gdy matka zdecyduje się skrócić czas spęczony z niemowlęciem to jego tata może się nim zaopiekować. To dla mnie paranoja. Uważam, że mężczyzna, ojciec, tata ma takie samo prawo jak mama wychowywać dziecko, budować z nim więź i opiekować się nim, zwłaszcza gdy jest malutkie i wymaga mnóstwa uwagi. Niestety nie w naszej rzeczywistości, w której wszystkie akcje pro rodzinne są fikcją prawną i literacką mającą na celu jedynie zamydlenie oczu społeczeństwu.
Nie załapałam się na roczny urlop macierzyński. Musimy zatem mocno kombinować żeby zapewnić kilkumiesięcznemu dziecku należytą opiekę. Żłobek prywatny, czy niania kosztują swoje. Żłobek państwowy, poza wszelkiego typu zagrożeniami, mitami i obawami, to rzecz dostępna bynajmniej nie od ręki, trzeba się natrudzić i naczekać, a tymczasem maluszkiem musi się opiekować... Ktoś. Najchętniej mama, równie chętnie tata, babcie, ciocie... ale jeszcze trzeba pracować, liczyć siły na zamiary, no i ufać w stu procentach osobie w której ręce powierza się swój najcenniejszy w życiu skarb. Swoje dziecko.
W tej chwili w mojej rodzinie jest coś na kształt urlopu ojcowskiego. Co prawda to zwyczajny urlop wypoczynkowy ale fakt jest faktem, tata zajmuje się synkiem. Wspiera go babcia. Mam nadzieję, że im to wyjdzie. Mam nadzieję, że maluch będzie szczęśliwy, grzeczny i miło spędzą ten czas. Co ja bym dała żeby być z nimi... Moje serce kochane.
Tymczasem tata i jego syn grasują po rodzinnej ojcowskiej miejscowości, przestawiają babci dom do góry nogami i dobrze się bawią.
Nie załapałam się na roczny urlop macierzyński. Musimy zatem mocno kombinować żeby zapewnić kilkumiesięcznemu dziecku należytą opiekę. Żłobek prywatny, czy niania kosztują swoje. Żłobek państwowy, poza wszelkiego typu zagrożeniami, mitami i obawami, to rzecz dostępna bynajmniej nie od ręki, trzeba się natrudzić i naczekać, a tymczasem maluszkiem musi się opiekować... Ktoś. Najchętniej mama, równie chętnie tata, babcie, ciocie... ale jeszcze trzeba pracować, liczyć siły na zamiary, no i ufać w stu procentach osobie w której ręce powierza się swój najcenniejszy w życiu skarb. Swoje dziecko.
W tej chwili w mojej rodzinie jest coś na kształt urlopu ojcowskiego. Co prawda to zwyczajny urlop wypoczynkowy ale fakt jest faktem, tata zajmuje się synkiem. Wspiera go babcia. Mam nadzieję, że im to wyjdzie. Mam nadzieję, że maluch będzie szczęśliwy, grzeczny i miło spędzą ten czas. Co ja bym dała żeby być z nimi... Moje serce kochane.
Tymczasem tata i jego syn grasują po rodzinnej ojcowskiej miejscowości, przestawiają babci dom do góry nogami i dobrze się bawią.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz