środa, 7 sierpnia 2013

Autobus czerwony, a za jego kółkiem Pani!

Gdy o świcie pędzę wichrem przez ulice,
jak przyjaciel dobry, miasto wita mnie,
i naprawdę tyle szczęścia wszystkim życzę,
ile daje mi Warszawa w każdy dzień.
Proszę wsiadać, nikt nie spóźni się do pracy,
pojedziemy szybko, choć wokoło las...
Las rusztowań wokół nas, to właśnie znaczy,
że nie stoi tutaj w miejscu czas.

Autobus czerwony, przez ulice mego miasta mknie
mija nowe, jasne domy, i ogrodów chłodny cień.
Czasem dziewczę spojrzenie rzuci ku nam, jak płomienny kwiat.
Nowy jest nie tylko Nowy Świat, u nas nowy każdy dzień.
A motor tak buczy, dudni basem ponad mostem
w tej tonacji radości, w której serce moje gra.
Autobus czerwony, a w nim ludzie, choćby każdy z was.
Wszyscy patrzą, jakby pierwszy raz zobaczyli miasto swe.
Wszyscy patrzą, jakby pierwszy raz zobaczyli miasto swe.

Kierownicę trzeba chwycić w mocne dłonie,
kiedy motor, jak koń młody naprzód rwie,
nawet wiatr od Wisły nas już nie dogoni,
nie dogoni nas gołębia szybki cień.
Proszę wsiadać, to ostatni kurs, a potem,
gdy umilknie już motoru dźwięczny rytm,
w jasne oczy spojrzeć, a serce młotem
na twoj widok, miła, zacznie bić.

Autobus czerwony, przez ulice mego miasta mknie
mija nowe, jasne domy, i ogrodów chłodny cień.
Czasem dziewczę spojrzenie rzuci ku nam, jak płomienny kwiat.
Nowy jest nie tylko Nowy Świat, u nas nowy każdy dzień.
A motor tak buczy, dudni basem ponad mostem
w tej tonacji radości, w której serce moje gra.
Autobus czerwony, a w nim ludzie, choćby każdy z was.
Wszyscy patrzą, jakby pierwszy raz zobaczyli miasto swe.
Wszyscy patrzą, jakby pierwszy raz zobaczyli miasto swe.

Autobus czerwony, a w nim ludzie, choćby każdy z was.

Wszyscy patrzą, jakby pierwszy raz zobaczyli miasto swe.

TEKST:
Andrzej Bogucki 

Skąd mnie naszło na piosenkę o autobusie,  a bo podjeżdżam czasem takim jednym, o numerze 118 i za jego kierownicą siedzi równa babka. Fajna, ruda, sympatyczna kobietka. Kiedyś wzięłam udział w burzliwej utarczce miłej pani i nie miłej starszej pasażerki. Awantura wybuchła o to, że pani kierowca nie otworzyła przednich drzwi, które się zacięły i pani starsza musiała wsiąść następnymi, podeszła do szoferki i nawrzucała kierowcy, a jak zobaczyła kobietę, to weszła na wyższe obroty. Prowadząca tłumaczyła jej spokojnie, że te drzwi się zacinają i nie zawsze udaje się je otworzyć.  Po tym jak pani starsza nie zasłużenie nakrzyczała na nią i zaczęła rzucać uwagi, że nie powinni jej prawa jazdy dawać... poczekałam aż awanturnisia się wyszumi, po czym podeszłam do szoferki i głośno, tak aby pani starsza słyszała, powiedziałam: "Uważam, że pani jest świetnym kierowcą i dobrze mi się z panią jeździ, dziękuję". Pani starsza zdębiała, tak jak pani kierowca, która jednak szybciej odzyskała rezon, podziękowała, a potem ku naszemu zdziwieniu pani starsza przeprosiła za swój wybuch... No i od tej pory ja i pani kierowca witamy się za każdym razem gdy jeżdżę tą linią i na siebie trafiamy. Naprawdę fajna babka, dobrze prowadzi, czeka chwilę na spóźnionych pasażerów i nie zamyka drzwi przed nosem. Nawet po kilku tygodniach przerwy jak się spotkałyśmy to się przywitałyśmy i miło mi było strasznie, że mnie pamiętała. O! Więc dla rudej za kółkiem ta piosenka jest!

Brak komentarzy: