Znasz to uczucie senności, tak silne, obezwładniające, paraliżujące, otulające niczym ciepły puchaty koc, błogie… Takie, że wiesz, że zaśniesz w ułamku sekundy snem sprawiedliwym, mocnym, głębokim.
Tylko, że siedzisz w pracy i musisz się skoncentrować, myśleć, działać. Rozsądek swoje, a ciało swoje. Kawa jest okropna, paskudna wręcz, wykręca mnie na drugą stronę i nic a nic nie daje. Spaaać… Choć kwadransik. Jeszcze pięć minut, proooszę… Gdzie by się tu przyłożyć? Nie ma gdzie, no nie ma, nie schowam się, znikąd ratunku. Jak może się aż tak chcieć spać? Ziewam… Za to pewnie do wieczora się rozbudzę i będę się kręciła z boku na bok wertując jakąś książkę…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz