Jakiś czas temu ponownie zawitałam w progi tytułowego bydło-shopu (bardzo adekwatne określenie - zasłyszane u brata), jak pisałam, zawitałam w progi tegoż rzeczonego przybytku, w towarzystwie mego partnera. Z wielkim rozbawieniem obserwowałam minę mego lubego. Nie wierzył moim wcześniejszym opisom, ale uwierzył, oj uwierzył, gdy zobaczył te "cuda" na własne oczy.Stwierdził, że moje opisy nie są ani odrobinę przesadzone. Miło wiedzieć, że moje popisałki w dość wierny sposób odtwarzają rzeczywistość.
Wracając jednak do Biedronkowych emocji... W zasadzie za każdym razem gdy tam zaglądam dzieje się coś wartego uwagi, coś ciekawego, szokującego, śmiesznego. Byłam już świadkiem przepychanek, niemal bójek między cwaniaczkami, widziałam wiele rodzinnych ekscesów i dość intymnych czułości, nie obyło się też bez porachunków mafii geriatrycznej, a dziś - wpadłam w dziurę. Taka śliczna niemal okrągła, na metr szeroka, głęboka na jakieś 10 cm, z piaskiem i elementami gruzu, bardzo urozmaicona dziura, oczywiście w podłodze. Wspaniała atrakcja w jak dotąd najszerszej, spośród niezwykle wąskich alejek. Teraz albo można uskuteczniać prawdziwą jazdę crossową wózkiem, lub też ćwiczyć skok w dal z koszykiem. Biedronka - dba o formę fizyczną klientów jak żaden inny sklep.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz