środa, 12 maja 2010

Bzy, bzy, bzy…

Lubię nocne spacery, nocne wędrówki zakamarkami mojego miasta. A już szczególnie późne spacery po Starym Mieście i Mokotowie… Wczorajszy spacer dostarczył mi podwójnej przyjemności. Noc była ciepła, niemal letnia, ale poza przejrzystym niebem i łuną latarni w powietrzu zawisło coś jeszcze. Rozkwitły bzy. Jak ja lubię ten słodki, mocny i ciepły zapach. Tak, właśnie ciepły, kojący i beztroski. Gałęzie toną w fioletowych kiściach kwiatów i noc jest jeszcze piękniejsza niż zwykle. Oddycham pełną piersią, cała jestem w bzach, w lekkiej mgiełce lila… Gdzieniegdzie w ten bzowy aromat wkrada się nuta kwitnących kasztanów… Maj, mój ukochany maj, w końcu! I bzy, bzy, bzy…

Brak komentarzy: